Sztuczna inteligencja potrafi w kilka sekund przygotować analizę rynku, propozycję strategii czy model komunikacji. Po co więc menedżerowi wielomiesięczne studia MBA, skoro część wiedzy i narzędzi jest dostępna niemal natychmiast? Badanie CAWI na 1048 osobach pokazuje, że polscy menedżerowie nie skreślają MBA. Ponad połowa uważa, że jego wartość wzrosła. Tyle że dyplom musi dziś oznaczać coś innego niż jeszcze kilka lat temu.
- 51,2 proc. badanych uważa, że wartość MBA wzrosła w erze AI, ale tylko 10,6 proc. broni tej tezy bez zastrzeżeń
- MBA z silnym komponentem AI poleciłoby młodszemu menedżerowi 35,5 proc. respondentów, a klasyczne MBA tylko 12,7 proc.
- Najbardziej pozytywnie wartość dyplomu oceniają członkowie zarządów i osoby planujące rozpoczęcie MBA w ciągu dwóch lat
- Eksperci podkreślają, że przewagę daje dziś nie sam dyplom, lecz połączenie wiedzy biznesowej, kompetencji cyfrowych i prowadzenia ludzi przez zmianę
Najmocniejsza liczba z raportu nie brzmi wcale 51,2 proc., choć właśnie tylu badanych uznało, że wartość MBA wobec rosnącej roli AI wzrosła. Ważniejsze jest to, co kryje się pod tym wynikiem. Zdecydowany wzrost wartości widzi zaledwie 10,6 proc. respondentów. Kolejne 40,6 proc. mówi „raczej tak”, ale pod warunkiem, że program zostanie uzupełniony o kompetencje cyfrowe.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
To oznacza, że na jednego bezwarunkowego zwolennika MBA przypada prawie czterech zwolenników warunkowych. Rynek nie odrzuca więc samej idei studiów menedżerskich. Odrzuca za to założenie, że program zbudowany kilka lat temu może działać równie dobrze w rzeczywistości, w której AI wchodzi do finansów, marketingu, sprzedaży, operacji i zarządzania ludźmi.
Jeszcze wyraźniej widać to w pytaniu o rekomendację dla młodszego kolegi z ambicjami menedżerskimi. MBA z silnym komponentem AI i technologii wskazało 35,5 proc. badanych, a klasyczne MBA tylko 12,7 proc. Co więcej, nawet wśród osób przekonanych, że wartość dyplomu wzrosła, wariant technologiczny wygrywa z tradycyjnym.
Najbardziej wierzą ci, którzy są najbliżej decyzji
Ciekawe jest również to, kto patrzy na MBA najbardziej przychylnie. Wśród członków zarządów i osób z poziomu C-level wzrost wartości dyplomu dostrzega 57,4 proc. badanych. Właściciele firm osiągają wynik 52,6 proc., dyrektorzy 50,7 proc., a kierownicy i specjaliści około 50 proc.
Jeszcze większe różnice pojawiają się wtedy, gdy respondentów podzielimy według gotowości do rozpoczęcia studiów. W grupie osób planujących MBA w ciągu najbliższych dwóch lat aż 63,4 proc. uważa, że jego wartość wzrosła. Wśród tych, którzy dopiero rozważają taki krok, odsetek spada do 50 proc., a wśród osób nieplanujących MBA — do 39,9 proc.
To ważny sygnał dla uczelni. Potencjalni kandydaci nie pytają już wyłącznie o markę szkoły, akredytację czy prestiż dyplomu. Coraz częściej chcą wiedzieć, czego konkretnie nauczą się na zajęciach i czy tę wiedzę wykorzystają w firmie niemal od razu.
Rynek pracy nie potrzebuje menedżera-programisty
Podobną zmianę widać po stronie pracodawców. Alicja Malok, Senior Director – Technology Perm w Hays Poland, zwraca uwagę, że MBA nadal jest atutem kandydata, ale coraz rzadziej rozstrzyga o wyniku rekrutacji. Na pierwszym miejscu pozostają doświadczenie, osiągnięcia i zdolność zarządzania w szybko zmieniającym się środowisku.
Nie oznacza to, że każdy lider powinien nauczyć się programowania. Ekspertka mówi o „technological literacy” — rozumieniu możliwości i ograniczeń technologii oraz jej wpływu na biznes. Menedżer ma umieć wykorzystać AI do zwiększania produktywności zespołu, rozpoznać procesy do usprawnienia i ocenić, kiedy technologia realnie tworzy wartość.
Kamila Cichocka, Chief Operations Officer w Microsoft, ujmuje zmianę jeszcze mocniej: „każde MBA musi mieć dziś komponent AI”. Technologia przestała być domeną działów IT, ponieważ decyzje o transformacji, nowych modelach biznesowych czy organizacji pracy zapadają dziś na poziomie zarządów. Lider rozumiejący technologię może stać się mnożnikiem kompetencji organizacji, a ten, który jej nie rozumie — jej wąskim gardłem.
MBA ma łączyć, a nie zastępować
Przyszłość tej formy edukacji nie polega na wyrzuceniu z programu strategii, finansów, marketingu czy przywództwa i zastąpieniu ich kursem obsługi generatywnej AI. Dr hab. Marcin Jędrzejczyk, prof. UEK i dyrektor Krakowskiej Szkoły Biznesu UEK, podkreśla, że klasyczne obszary zarządzania nadal pozostają potrzebne, ale powinny być omawiane w kontekście nowych technologii i ich wpływu na organizację.
Nowoczesne MBA ma więc pełnić funkcję integrującą. Menedżer nie musi budować modeli uczenia maszynowego od podstaw. Powinien natomiast wiedzieć, jak połączyć strategię z danymi, inwestycję z oceną zwrotu, automatyzację ze zmianą procesów, a technologię z odpowiedzialnością za ludzi i decyzje. Jak zaznacza Jędrzejczyk, właśnie połączenie kompetencji technologicznych z całościowym rozumieniem przedsiębiorstwa może być tym, co odróżnia MBA od krótkich kursów i szkoleń.
Wniosek z badania jest mniej oczywisty niż proste stwierdzenie, że „MBA zyskuje” albo „MBA traci”. Dyplom nadal ma znaczenie, ale jego wartość przenosi się z samego faktu ukończenia studiów na to, co absolwent rzeczywiście potrafi zrobić w firmie. AI nie zabija MBA. Zmusza je do udowodnienia, że nadąża za światem, który ma pomagać menedżerom rozumieć.
O badaniu
Badanie zostało zrealizowane w lipcu 2026 r. metodą CAWI przez BGR Quantic na próbie n=1048 osób w wieku co najmniej 30 lat, pełniących funkcje menedżerskie lub eksperckie, które planują albo rozważają podjęcie studiów MBA. Stanowiska: 26,6% kierownicy i team leaderzy, 20,5% dyrektorzy i menedżerowie wyższego szczebla, 14,5% właściciele firm, 6,5%, członkowie zarządów. Branże wiodące: IT i technologie (22,7%), produkcja i przemysł (20,1%), usługi profesjonalne (16%), finanse (15,6%).
