Gdy nowe przepisy zamknęły jego wypożyczalnię skuterów wodnych, Angel Rodriguez został z dwójką dzieci, kończącym się limitem kredytowym i koniecznością szybkiego znalezienia dochodu. Zamiast wrócić na etat, sfinansował pierwszy jacht i zbudował biznes wokół platformy, której konkurenci nie traktowali poważnie. Dziś jego flota jest warta ponad 4 mln dol., a łączna sprzedaż przekroczyła 3 mln dol.
- Angel Rodriguez rozpoczął biznes czarterowy w czerwcu 2023 r., gdy regulacje zmusiły go do zamknięcia wypożyczalni skuterów wodnych
- Pierwszy jacht kupił, wykorzystując ostatnią dostępną część limitu kredytowego, choć miał na utrzymaniu dwoje dzieci
- Już w trzecim miesiącu osiągnął 20 tys. dol. przychodu, a pod koniec roku zarabiał średnio 30 tys. dol. (ok. 110 tys. zł) miesięcznie
- Dziś posiada sześć jachtów, współpracuje przy dwóch kolejnych, a około 70% sprzedaży pochodzi z Boatsetter
Rodriguez nie zaczynał jako właściciel luksusowej floty. Przez trzy lata sprzedawał samochody w salonie South Motors Honda, gdzie nauczył się rozmowy z klientami, prezentowania oferty i domykania transakcji. Później uruchomił w Miami firmę Xperience Miami, zajmującą się wynajmem skuterów wodnych.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Biznes działał do momentu, gdy nowe regulacje w Miami Beach odebrały mu możliwość dalszego rozwoju. Rodriguez nie miał komfortu długiego planowania. Pierwsze dziecko urodziło mu się, gdy miał 17 lat, drugie dwa lata później. Musiał więc nie tylko znaleźć nowy pomysł, ale szybko zamienić go w stabilne źródło utrzymania.
W czerwcu 2023 r. zdecydował się na ruch wyglądający jak finansowa brawura. Wykorzystał ostatnią część limitu kredytowego na zakup pierwszego jachtu. Nie wiedział, czy pojawią się klienci i czy przychody wystarczą na spłatę zobowiązań, ale uznał, że tradycyjny czarter nie da mu przewagi.
Platforma zamiast tradycyjnej sprzedaży
Przełomem okazało się Boatsetter, serwis działający podobnie do Airbnb, ale przeznaczony dla właścicieli łodzi i osób szukających czarteru. Większość lokalnych operatorów traktowała platformę jako dodatkowy kanał, pozwalający wypełnić pojedyncze wolne terminy. Rodriguez postąpił odwrotnie: podporządkował jej cały model biznesowy.
Zamiast opierać sprzedaż głównie na poleceniach, kontaktach z hotelami czy własnej stronie, skoncentrował kalendarz, ofertę i obsługę klientów wokół jednego marketplace’u. Porównywał tę strategię do arbitrażu znanego z rynku najmu krótkoterminowego. Platforma zapewniała dostęp do popytu, narzędzia rezerwacyjne i wiarygodność w oczach turystów.
W środowisku czarterowym pomysł nie wzbudzał entuzjazmu. Rodriguez słyszał, że jest szalony, bo uzależnia firmę od kanału traktowanego jako dodatek. Uznał jednak, że właśnie tam znajduje się jego przewaga: oferował szeroki wybór terminów i systematycznie zbierał opinie klientów.
Rezultaty pojawiły się szybko. Po dwóch–trzech miesiącach firma zaczęła generować powtarzalne wpływy. W trzecim miesiącu przychód sięgnął 20 tys. dol., a pod koniec 2023 r. biznes osiągał średnio 30 tys. dol. miesięcznie. Ryzykowny zakup pierwszego jachtu stał się punktem wyjścia do skalowania floty.
Od jednego jachtu do biznesu wartego miliony
Obecnie Rodriguez posiada sześć jachtów i jest partnerem w przedsięwzięciach obejmujących dwa kolejne. Firma wygenerowała ponad 3 mln dol. sprzedaży, z czego około 70% pochodzi z Boatsetter. Wartość floty przekracza 4 mln dol., a wszystkie jednostki i inwestycje, w tym pierwszy jacht kupiony na kredyt, zostały w pełni spłacone.
Sukces nie wynikał wyłącznie z wyboru platformy. Rodriguez podkreśla znaczenie zespołu i kultury organizacyjnej. W takim biznesie nie wystarczy udostępnianie łodzi. Trzeba zadbać o bezpieczeństwo, punktualność, komunikację i atmosferę, dzięki której rejs staje się ważnym momentem wakacji.
Klient nie płaci bowiem tylko za kilka godzin na wodzie, ale za poczucie wyjątkowości, zdjęcia, wspomnienia i możliwość przeżycia czegoś, co wcześniej znał tylko z mediów społecznościowych. Rodriguez zrozumiał, że sprzedaje nie sam jacht, lecz gotowy scenariusz atrakcyjnego dnia w Miami.
Polski rynek jest mniejszy i znacznie bardziej sezonowy, ale mechanizm pozostaje podobny. Na Mazurach, w Trójmieście czy nad Zalewem Szczecińskim właściciele łodzi coraz częściej konkurują nie tylko ceną jednostki, lecz także prostotą rezerwacji, jakością zdjęć, opiniami i kompletną obsługą. Lekcja Rodrigueza jest czytelna: marketplace może być głównym silnikiem sprzedaży, o ile przedsiębiorca świadomie zarządza zależnością od platformy i równolegle buduje własną markę.
Historia 27-latka nie jest prostą receptą na szybkie miliony. Rodriguez podjął duże ryzyko, wszedł w kapitałochłonny biznes i postawił na kanał sprzedaży, którego inni nie doceniali. Jego przewagą były umiejętności sprzedażowe, szybkie testowanie rynku i konsekwencja.
Sam przedsiębiorca radzi osobom myślącym o dodatkowym biznesie, aby budowały mocny zespół i nie bały się postawić na siebie. W jego przypadku motywacją były dzieci i świadomość, że porażka nie może oznaczać bezczynności. Kiedy pierwsza firma została zamknięta przez regulacje, nie próbował za wszelką cenę ratować starego modelu. Zmienił produkt, kanał sprzedaży i skalę ambicji — a kryzys zamienił w początek przedsięwzięcia wartego miliony.
Sprawdź też: Franczyza SFD ma już 67 sklepów, a próg wejścia zaczyna się od 70 tys. zł [WYWIAD]
