Polska technologia medyczna pomaga już seniorom w kilku europejskich krajach, ale na rodzimym rynku teleopieką objęty jest zaledwie około 1% osób starszych. Edyta Kocyk, założycielka i prezes SiDLY, wyjaśnia, dlaczego opaska nie powinna być traktowana jak kolejny elektroniczny gadżet, oraz jak sztuczna inteligencja może pomagać przewidywać zagrożenia. Plus: dlaczego bez technologii system opieki nad seniorami może stracić wydolność.
- Teleopieka powinna być traktowana jako cały system obejmujący certyfikowane urządzenie, analizę danych, centrum wsparcia, procedury oraz ludzi gotowych do podjęcia interwencji
- W Polsce aktywnymi usługami teleopieki objęty jest około 1% seniorów, podczas gdy we Francji odsetek ten sięga blisko 15%
- Sztuczna inteligencja może wykrywać niepokojące zmiany w parametrach zdrowotnych i pomagać reagować wcześniej, ale nie powinna zastępować lekarzy, ratowników ani opiekunów
- Do 2060 r. osoby w wieku co najmniej 65 lat mogą stanowić około 30% polskiego społeczeństwa, dlatego teleopieka staje się warunkiem utrzymania wydolności systemu
Teleopieka coraz częściej przestaje być dodatkiem do systemu ochrony zdrowia oraz opieki społecznej, a staje się jednym z warunków jego wydolności. Polska szybko się starzeje, przybywa osób wymagających wsparcia, a jednocześnie brakuje opiekunów i personelu medycznego. Edyta Kocyk, założycielka i prezes SiDLY, przekonuje, że odpowiedzią nie jest kolejny elektroniczny gadżet, lecz system łączący certyfikowane urządzenie, analizę danych, sztuczną inteligencję, procedury i człowieka. W rozmowie mówi o barierach wdrożeń, ekspansji zagranicznej i o tym, dlaczego teleopieka powinna być strategiczną infrastrukturą państwa.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Od opaski dla babci do infrastruktury zdrowotnej
Grzegorz Kubera, Business Growth Review: Zaczynaliście od prostej opaski, dziś macie certyfikowany wyrób medyczny klasy IIa, refundowany we Francji. Który moment był zauważalnym przełomem — kiedy zrozumieliście, że budujecie nie gadżet, ale infrastrukturę zdrowotną?
Edyta Kocyk, założycielka i prezes SiDLY: Od samego początku nie chcieliśmy tworzyć kolejnego gadżetu dla seniorów. SiDLY powstało z bardzo osobistej potrzeby. Impulsem była moja babcia, która mieszkała sama. Z jednej strony była potrzeba zapewnienia jej bezpieczeństwa, z drugiej świadomość, że rodzina nie jest w stanie być przy niej przez całą dobę. Szukaliśmy rozwiązania, które dawałoby poczucie bezpieczeństwa zarówno seniorowi, jak i jego bliskim, ale na rynku nie było wtedy urządzenia, które odpowiadałoby na te potrzeby. Tak narodził się pomysł stworzenia własnej opaski.
Projektowaliśmy rozwiązanie, które stanie się wsparciem w codziennej opiece – prostym w obsłudze, niezawodnym i gotowym do działania wtedy, kiedy liczy się każda minuta. Dlatego od początku myśleliśmy nie tylko o urządzeniu, ale o całym systemie: monitorowaniu parametrów życiowych, możliwości wezwania pomocy, łączności z centrum teleopieki i wsparciu opiekunów oraz personelu medycznego.
Oczywiście z perspektywy rozwoju firmy były kolejne kamienie milowe. Certyfikacja MDR klasy IIa była potwierdzeniem, że tworzymy pełnoprawny wyrób medyczny, spełniający najwyższe wymagania jakościowe i bezpieczeństwa. Z kolei objęcie naszego rozwiązania refundacją we Francji pokazało, że nowoczesna teleopieka może stać się elementem publicznego systemu ochrony zdrowia. Ale patrząc z perspektywy całej naszej historii, ten najważniejszy przełom wydarzył się już na samym początku – kiedy zamiast projektować produkt, zaczęliśmy projektować sposób, w jaki technologia może zwiększać bezpieczeństwo i wspierać opiekę nad drugim człowiekiem. Teleopieka pozwala objąć bezpieczeństwem większą liczbę seniorów, również tych mieszkających samotnie, bez konieczności budowania kosztownego systemu opieki stacjonarnej.
We Francji weszliście do systemu refundacji, a w Polsce wciąż opieracie się głównie na samorządach i klientach indywidualnych. Dlaczego kraj z tak szybko starzejącym się społeczeństwem i przeciążonym systemem tak wolno otwiera się na teleopiekę?
Polska nie ma problemu z dostępem do technologii, ale ma problem z systemowym wdrażaniem i finansowaniem innowacji. Dziś poziom dostępności teleopieki w Polsce wynosi około 1% seniorów (na podstawie danych regionalnych). Dla porównania – w krajach takich jak Francja aktywną usługą teleopieki objętych jest już blisko 15% osób starszych.
Polska stoi przed kolejną perspektywą finansowania. Kluczowe pytanie brzmi: w jakim stopniu technologie wspierające opiekę zostaną uwzględnione w planowaniu przyszłych działań, a na ile system nadal będzie opierał się głównie na zasobach ludzkich – których już dziś dramatycznie brakuje.
Wyzwanie to widoczne jest również w dostępie do usług opieki domowej. Według danych Eurostatu w 2024 roku profesjonalną opiekę domową otrzymywało w Polsce zaledwie 8,5% osób żyjących w gospodarstwach, w których występowała potrzeba długoterminowej opieki, podczas gdy średnia dla Unii Europejskiej wynosiła 28,3%.
Tymczasem wyzwania demograficzne rosną. Społeczeństwo się starzeje, liczba osób wymagających wsparcia zwiększa się, a dostępność opiekunów, pielęgniarek i personelu medycznego pozostaje ograniczona. Bez mądrego wykorzystania technologii utrzymanie wydolności systemu opieki w przyszłości będzie coraz trudniejsze.
Nie chodzi jednak o zastępowanie ludzi technologią. Chodzi o to, aby technologia stała się narzędziem wzmacniającym ich możliwości – tak, by jeden opiekun, pielęgniarz czy lekarz mógł skuteczniej wspierać większą liczbę osób.
Teleopieka i rozwiązania cyfrowe mają przede wszystkim pomóc seniorom, którzy chcą jak najdłużej pozostać w swoim środowisku domowym – często mieszkając samodzielnie – zachować niezależność, bezpieczeństwo i jakość życia. Przyszłość opieki nie będzie oparta wyłącznie na większej liczbie rąk do pracy, ale na połączeniu kompetencji ludzi, odpowiednich procesów i technologii, które pozwolą lepiej odpowiadać na potrzeby starzejącego się społeczeństwa.
Pokutuje przekonanie, że senior i technologia to trudne małżeństwo. Wasze doświadczenie to potwierdza czy obala? Co decyduje o tym, że starsza osoba zakłada opaskę — i jej nie zdejmuje?
Nasze doświadczenie zdecydowanie obala ten stereotyp. Seniorzy idą z duchem czasu. Nie możemy jednak traktować tej grupy jako jednorodnej – zupełnie inne potrzeby ma aktywna osoba po sześćdziesiątce, która korzysta ze smartfona, podróżuje i chce pozostać niezależna, a inne osoba w wieku 80+/90+, dla której najważniejsze są prostota, bezpieczeństwo i pewność, że w razie potrzeby ktoś zareaguje.
Dlatego w SiDLY nie tworzymy jednego rozwiązania dla wszystkich. Projektujemy różne modele teleopieki i funkcjonalności dostosowane do różnych stylów życia oraz poziomów samodzielności. Dla jednych ważny będzie monitoring parametrów zdrowotnych i aktywności, dla innych przede wszystkim prosty sposób wezwania pomocy i poczucie, że nie są sami.
Skala potrzeby jest bardzo realna — według WHO każdego roku upada 28-35% osób w wieku 65+, a w grupie 70+ odsetek rośnie do 32-42%. W takich sytuacjach technologia musi być przede wszystkim prosta, stale dostępna i połączona z odpowiednią reakcją.
Najważniejsze jest to, aby technologia była intuicyjna, wygodna i rzeczywiście odpowiadała na realną potrzebę. Wtedy bardzo szybko przestaje być „urządzeniem”, a staje się naturalnym elementem codzienności.
Co ciekawe, często większe obawy niż sami seniorzy mają ich bliscy – dzieci i wnuki pytają: „czy mama albo dziadek będą chcieli z tego korzystać?”. Tymczasem po kilku tygodniach użytkowania bardzo często słyszymy, że opaska daje spokój całej rodzinie. To właśnie poczucie bezpieczeństwa sprawia, że użytkownicy nie chcą już z niej rezygnować.
Teleopieka stoi na zaufaniu: do urządzenia, do danych, do tego, że po drugiej stronie ktoś zareaguje. Gdzie dziś jest największy deficyt zaufania — u pacjentów, u ich rodzin, czy u decydentów kupujących technologię?
Teleopieka jest usługą znajdującą się na styku dwóch bardzo ważnych obszarów – opieki społecznej i ochrony zdrowia. Dlatego zaufanie buduje się tutaj na kilku poziomach: zaufaniu do urządzenia, bezpieczeństwie danych, sposobie ich przetwarzania oraz przede wszystkim pewności, że po drugiej stronie jest odpowiednio przygotowany personel, który potrafi właściwie zareagować.
Senior i jego rodzina muszą mieć przekonanie, że to nie jest tylko technologia, ale system wsparcia. Największe bezpieczeństwo daje je dopiero cały proces: certyfikowane urządzenie, wiarygodne dane, odpowiednia analiza, sprawdzone procedury i ludzie, którzy wiedzą, co zrobić w sytuacji zagrożenia.
Dziś dużym wyzwaniem dla całej branży jest fakt, że na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń, które wyglądają jak rozwiązania medyczne, ale nimi nie są. W dobie zalewu gadżetów udających wyroby medyczne budowanie zaufania jest szczególnie trudne – zwłaszcza dla polskiej marki, która musi pokazać, czym różni się od produktów opartych wyłącznie na deklaracji producenta a często są to najtańsze opaski tzw. Opaski SOS sprowadzane z zagranicy.
Dla mnie certyfikacja opaski jako wyrobu medycznego przez niezależną jednostkę nie jest formalnością. To twardy dowód, również dla seniora i jego rodziny, że tworzymy rozwiązanie spełniające określone wymagania jakości i bezpieczeństwa oraz dajemy szansę na usługę opartą na analizie danych wiarygodnych.
Deklaracja producenta jest obietnicą. My naszym klientom chcemy dawać dowody – potwierdzone jakością, procesami, certyfikacją i doświadczeniem usługi teleopieki.
Dane medyczne pozwalają na analizę, predykcję zdarzeń np. wcześniejszy kontakt z seniorem, gdyż zostały wykryte znaczne odchylenia parametrów od indywidualnej normy seniora.
Właśnie na tym budujemy zaufanie – nie na obietnicach, ale na jakości i odpowiedzialności za to, co dostarczamy.
Sprzedajecie głównie w B2B — do samorządów, telecentrów, partnerów. Jak wygląda proces decyzyjny po stronie kupującego i co jest największym hamulcem? Budżet, brak wiedzy, obawy prawne, zwykłe przyzwyczajenie, czy coś jeszcze innego?
Największym wyzwaniem nie jest sam budżet, ale zmiana sposobu myślenia o teleopiece. Kupujący muszą zrozumieć, że nie kupują samej opaski czy urządzenia, ale cały proces opieki – system, który ma w praktyce zwiększać bezpieczeństwo mieszkańców i odciążać osoby zaangażowane w ich wsparcie.
W wielu postępowaniach publicznych nadal funkcjonuje przekonanie, że gospodarność oznacza przede wszystkim wybór najniższej ceny. Tymczasem w obszarze bezpieczeństwa i zdrowia najważniejszą wartością jest ludzkie życie. Cena jest oczywiście istotnym elementem decyzji, ale powinna być rozpatrywana razem z jakością, certyfikacją, doświadczeniem dostawcy oraz skutecznością rozwiązania.

Wybierając technologie medyczne, powinniśmy patrzeć długofalowo – nie na koszt zakupu samego urządzenia, ale na wartość, jaką system przynosi pacjentom, ich rodzinom i całemu systemowi opieki.
Tam, gdzie jest lider gotowy przeprowadzić taką zmianę i spojrzeć na teleopiekę jako na inwestycję w bezpieczeństwo, wdrożenia przebiegają bardzo sprawnie. Natomiast tam, gdzie dominuje przekonanie, że wystarczy kupić urządzenie, bez odpowiedniego zaplecza i procesu obsługi, efekty są zdecydowanie słabsze.
AI ma ostrzegać wcześniej, a nie zastępować człowieka
Aplikacja SiDLY Health jest wspierana przez AI. Gdzie sztuczna inteligencja w praktyce zmienia jakość opieki, a gdzie jest dziś raczej obietnicą, którą cała branża lubi nadużywać?
Sztuczna inteligencja w teleopiece ma największą wartość tam, gdzie pozwala analizować ogromne ilości danych i wychwytywać sygnały, które mogłyby zostać niezauważone przez człowieka.
Nasze algorytmy pomagają identyfikować subtelne zmiany w parametrach i zachowaniach użytkownika, które mogą wskazywać na pogarszający się stan zdrowia. Dzięki temu teleopieka przestaje być postrzegana wyłącznie jako przycisk alarmowy i reakcja w sytuacji kryzysowej. Z rozwiązania reaktywnego staje się narzędziem profilaktyki – pozwalającym działać wcześniej, zanim wydarzy się coś poważnego.
Nie wierzę jednak w narrację, że sztuczna inteligencja zastąpi lekarzy, ratowników czy opiekunów. Jej rolą nie jest zastępowanie człowieka, ale zwiększanie jego możliwości. AI może pomóc specjalistom szybciej zauważyć niepokojące sygnały, ustalić priorytety i skuteczniej zarządzać opieką nad większą liczbą osób.
Największą wartością jest połączenie technologii i ludzkiego doświadczenia – algorytmy mogą wskazać, gdzie warto zwrócić uwagę, ale ostateczna decyzja i odpowiedzialność zawsze pozostają po stronie człowieka.
Monitorujecie funkcje życiowe — to jedne z najwrażliwszych danych, jakie istnieją. Jak budujecie wokół tego zaufanie i czy pacjenci w ogóle o prywatność pytają, czy raczej jest im to obojętne, dopóki system działa?
Budowanie zaufania zaczyna się od jakości, bezpieczeństwa i odpowiedzialności za technologię, którą tworzymy. Jako producent certyfikowanego wyrobu medycznego działamy zgodnie z rygorystycznymi wymaganiami dotyczącymi jakości, bezpieczeństwa danych oraz procesów związanych z projektowaniem i użytkowaniem naszych rozwiązań. To nie jest element dodatkowy – to fundament całego systemu teleopieki.
Bezpieczeństwo użytkowników budujemy poprzez certyfikację prowadzoną przez niezależną jednostkę, regularne audyty wewnętrzne i zewnętrzne oraz stałe monitorowanie jakości naszych procesów. Dane dotyczące zdrowia należą do najbardziej wrażliwych informacji, dlatego ich ochrona i odpowiedzialne przetwarzanie są dla nas absolutnym priorytetem.
Wszystko projektujecie i produkujecie w Polsce, w warszawskim Labie Innowacji. W czasach globalnych łańcuchów dostaw to świadomy wybór strategiczny czy konieczność?
Od początku chcieliśmy mieć pełną kontrolę nad całym procesem – od projektowania urządzenia, przez rozwój oprogramowania, aż po sposób działania całego systemu teleopieki. Dzięki temu możemy odpowiadać za każdy element rozwiązania, zapewniać najwyższe standardy jakości i bezpieczeństwa oraz szybciej reagować na potrzeby użytkowników i naszych partnerów.
Od początku rozwijamy SiDLY w Polsce i świadomie wspieramy polską gospodarkę, budując lokalne kompetencje technologiczne oraz know-how w obszarze medtechu. Uważamy, że w tak strategicznym sektorze jak ochrona zdrowia niezależność technologiczna ma ogromne znaczenie. Posiadanie własnych kompetencji projektowych i produkcyjnych daje nie tylko większą kontrolę nad jakością, ale także bezpieczeństwo i odporność w sytuacjach, w których dostęp do technologii może mieć ogromne znaczenie.
Własne zaplecze technologiczne pozwala nam również stale rozwijać produkt – wdrażać nowe funkcje, dostosowywać rozwiązanie do wymagań różnych rynków i odpowiadać na realne potrzeby osób objętych opieką.
Jesteście w kilku krajach — Francja, Włochy, UK, Holandia, Estonia, Bułgaria. Który rynek zaskoczył Was najbardziej, pozytywnie albo negatywnie, i czego nauczył o tym, jak „sprzedaje się” zdrowie w różnych kulturach?
Największym zaskoczeniem na wszystkich rynkach, na których się pojawiliśmy, był… pozytywny odbiór naszego rozwiązania, oraz brak skupienia decydentów na tym- czy wdrażamy, ale JAK wdrażać. Widzimy w tym obszarze różnicę. W Polsce decydenci polityki społecznej skoncentrowani się bardziej na obszarze zasobów ludzkich, zaś inne kraje mocno stawiają na deinstytucjonalizację z wykorzystaniem technologii. Te państwa widzą, że muszą szukać systemowych rozwiązań technologicznych aby zapewnić środowisko bezpieczne dla coraz większej populacji seniorów.
Oczywiście, wchodząc na zagraniczne rynki, zakładaliśmy, że będzie to wymagający proces – każdy kraj ma inne regulacje, kulturę organizacyjną, sposób finansowania ochrony zdrowia i inne podejście do opieki nad seniorem. Wiedzieliśmy, że będziemy musieli udowodnić wartość naszego rozwiązania i zdobyć zaufanie lokalnych partnerów.
Tymczasem bardzo często spotykaliśmy się z dużym zainteresowaniem i uznaniem dla tego, co stworzyliśmy w Polsce. To było dla nas ważne doświadczenie. Nasza ekspansja w Europie pokazuje, że potrafimy tworzyć rozwiązania konkurencyjne na najbardziej wymagających rynkach.
Wygrywamy nie tylko samą technologią, ale przede wszystkim jakością, doświadczeniem, znajomością potrzeb użytkowników i know-how budowanym przez lata pracy w obszarze teleopieki.
Jesteśmy dumni, że polska technologia może wspierać systemy opieki w innych krajach i że rozwiązanie stworzone tutaj – z myślą o bezpieczeństwie seniorów – znajduje zastosowanie w całej Europie. To pokazuje, że jako polski medtech mamy ogromny potencjał i możemy skutecznie konkurować globalnie.
Healthtech przyciąga gigantów — od producentów smartwatchy po globalne firmy medyczne. Czym polski medtech może wygrać z Apple’em czy Samsungiem, które też mierzą tętno i robią EKG?
Apple i Samsung tworzą doskonałą elektronikę konsumencką. My natomiast projektujemy kompleksowy system opieki. To zasadnicza różnica. Naszym celem nie jest stworzenie kolejnego urządzenia, ale rozwiązania, które realnie wspiera seniora, jego rodziny w opiece, oraz regiony w realizacji strategii deinstytucjonalizacji.
SiDLY to nie tylko certyfikowany wyrób medyczny. To połączenie urządzenia, platformy teleopieki, procedur medycznych, całodobowego wsparcia oraz doświadczenia zdobywanego przez lata pracy z użytkownikami. Współpracujemy z samorządami, instytucjami opieki, placówkami medycznymi i partnerami, dla których dostarczamy cały system Connected Care.
W zdrowiu nie wygrywa ten, kto stworzy najładniejszy ekran czy najbardziej zaawansowany gadżet, ale ten, kto potrafi przełożyć technologię na poprawę jakości życia, szybszą reakcję w sytuacjach zagrożenia i większe bezpieczeństwo pacjentów.
Technologia jest narzędziem. Największą wartością jest dobrze zaprojektowany system opieki, który odpowiada na rzeczywiste potrzeby ludzi.
Czytaj też: 26-latka zapłaci ci za zapewnienie opieki domowej twoim bliskim
Teleopieka jako strategiczna infrastruktura państwa
Mówicie, że bez nowych technologii system opieki senioralnej z czasem „straci wydolność”. To mocna teza. Gdybyście mieli przekonać ministra zdrowia jedną liczbą albo jednym argumentem — co by to było?
Jednym argumentem byłaby demografia – bo ona nie pozostawia już miejsca na odkładanie decyzji. Jedna liczba? 7,7 mln. Tyle osób w wieku 65+ mieszkało w Polsce w 2024 r. – to 20,6% populacji, czyli już więcej niż co piąty mieszkaniec. GUS prognozuje, że w 2060 r. osoby 65+ będą stanowiły około 30% społeczeństwa, a ich liczba wzrośnie o 2,5 mln względem 2022 r.
Polska starzeje się szybciej, niż jesteśmy w stanie zwiększać zasoby systemu opieki. Liczba seniorów rośnie, a jednocześnie brakuje opiekunów, personelu medycznego i czasu, który można poświęcić każdej potrzebującej osobie. Tego wyzwania nie rozwiążemy wyłącznie poprzez zwiększanie zatrudnienia – tych zasobów po prostu nie będzie wystarczająco dużo.
Tempo tej zmiany jest wyjątkowe: między 2013 a 2023 r. Polska odnotowała największy w UE wzrost relacji liczby osób 65+ do populacji w wieku produkcyjnym – o 10,4 pkt proc.
Technologia w teleopiece nie jest dziś dodatkiem ani rozwiązaniem przyszłości. Jest koniecznym elementem budowania wydolnego systemu ochrony zdrowia i opieki społecznej. Pozwala wcześniej reagować, zapobiegać sytuacjom kryzysowym, lepiej wykorzystywać pracę specjalistów i zapewnić bezpieczeństwo większej liczbie osób.
Jeśli chcemy, aby seniorzy mogli dłużej żyć samodzielnie, a system był w stanie odpowiedzieć na ich potrzeby, musimy zacząć traktować teleopiekę jako strategiczną infrastrukturę społeczną – podobnie jak inne rozwiązania, bez których nowoczesne państwo nie może funkcjonować.
To nie jest kwestia wygody ani technologicznej mody. To kwestia odpowiedzialności i wydolności państwa.
Za pięć lat opaska SiDLY to nadal urządzenie zakładane babci, czy coś zupełnie innego? Jak wygląda Wasza wersja przyszłości teleopieki i co musi się wydarzyć w otoczeniu — regulacjach, refundacji, świadomości — żeby się ziściła?
Za pięć lat opaska SiDLY nadal będzie ważnym elementem systemu opieki – właśnie dlatego, że jest urządzeniem medycznym, a nie tylko elektroniką użytkową. Nie wierzę w przyszłość, w której samo urządzenie przestanie mieć znaczenie. Wręcz przeciwnie – jakość i wiarygodność danych, które zbieramy u źródła, będą miały coraz większe znaczenie.
Zmieni się natomiast sposób, w jaki będziemy patrzeć na takie rozwiązania. Opaska nie będzie już kojarzona wyłącznie z przyciskiem alarmowym, ale jako część większego ekosystemu: monitorowania zdrowia, analizy danych, wsparcia personelu i działań profilaktycznych, które pozwalają reagować zanim wydarzy się sytuacja kryzysowa.
Dlatego już dziś powinniśmy bardzo wyraźnie rozróżniać gadżety od wyrobów profesjonalnych. W opiece nad seniorami nie wystarczy urządzenie, które mierzy parametr. Liczy się to, czy pomiar jest wiarygodny, czy technologia spełnia wymagania, czy dane są odpowiednio zabezpieczone i czy za urządzeniem stoi cały system, który potrafi właściwie wykorzystać te informacje.
Przyszłość teleopieki to nie pojedyncza funkcja w zegarku czy opasce. To odpowiedzialnie zaprojektowany system, który łączy technologię, dane i człowieka. Aby taka przyszłość stała się rzeczywistością, potrzebujemy dalszego rozwoju finansowania teleopieki , jasnych regulacji oraz większej świadomości, że w obszarze zdrowia najważniejsza nie jest sama technologia, ale jej jakość, bezpieczeństwo i wpływ na życie pacjentów.
— Rozmawiał Grzegorz Kubera
