AI dzieli już nie tylko firmy. Staje się testem wartości w pracy, rodzinie i związkach

AI w rekordowym tempie przeszła z technologicznej niszy do codzienności AI w rekordowym tempie przeszła z technologicznej niszy do codzienności
AI w rekordowym tempie przeszła z technologicznej niszy do codzienności

Sztuczna inteligencja miała być kolejnym narzędziem zwiększającym produktywność. Coraz częściej staje się jednak symbolem stosunku do prywatności, twórczości, pracy i przyszłości człowieka. Spory o ChatGPT czy generowane obrazy zaczynają przypominać konflikty światopoglądowe.

  • Około połowy dorosłych Amerykanów korzysta już z chatbotów AI, ale wraz z adopcją rośnie też społeczny opór
  • Używanie AI bywa odczytywane jako deklaracja wartości, szczególnie w branżach kreatywnych
  • W firmach pojawia się „podejrzliwość AI”, czyli podejrzenia, że współpracownicy potajemnie generują treści
  • Konflikt zaostrza się, gdy pracodawcy uzależniają szkolenia, premie lub awanse od korzystania z AI

Vanessa Walilko, projektantka biżuterii z Illinois, nie chce mieć ze sztuczną inteligencją nic wspólnego. Obawia się wykorzystywania danych, kosztów środowiskowych oraz osłabiania kreatywności i krytycznego myślenia. Jej stanowisko stało się jednak źródłem napięć z przyjaciółmi i rodziną.

Jedna z koleżanek wysyłała jej filmy z wygenerowanymi przez AI zwierzętami, przekonując, że są prawdziwe. Później kuzynka przesłała animowane zdjęcie zmarłych dziadków Walilko. Dla jednej osoby był to wzruszający eksperyment. Dla drugiej – przekroczenie granicy i „sterowanie zwłokami jak marionetkami”. Ten sam materiał wywołał więc skrajnie różne reakcje moralne.

Takich sporów będzie więcej, bo AI w rekordowym tempie przeszła z technologicznej niszy do codzienności. Według Pew Research Center około połowy dorosłych Amerykanów używa chatbotów takich jak ChatGPT, Gemini czy Copilot, a co czwarty robi to codziennie. Równocześnie rośnie nieufność. W globalnym badaniu Stanford University ponad połowa respondentów przyznała, że produkty oparte na AI budzą w nich zdenerwowanie. W 2022 r. podobne odczucia deklarowało 39% badanych.

Narzędzie zamienia się w deklarację światopoglądową

W firmach zjawisko to zyskało nazwę „AI suspicion”, czyli podejrzliwości związanej z AI. Pracownicy zastanawiają się, czy współpracownik sam napisał prezentację, raport albo wiadomość, czy potajemnie wygenerował je w modelu językowym. Podobne wątpliwości wchodzą do życia prywatnego. Czy osobisty e-mail rzeczywiście napisał nadawca? Czy toast weselny jest szczery, jeśli przygotował go chatbot?

Najsilniejsze napięcia występują w branżach kreatywnych. Artyści, pisarze, projektanci czy tatuażyści widzą w AI nie tylko konkurencyjne narzędzie, ale też system rozwijany na bazie cudzej twórczości. Pojawia się również obawa o ujednolicanie pomysłów. Badanie profesorów Wharton pokazało, że ChatGPT może poprawiać jakość pojedynczych idei, ale sprawia też, że grupy tworzą bardziej podobne propozycje. Efektem może być wyższa przeciętna jakość, lecz mniejsza różnorodność potrzebna do przełomowych innowacji.

Sceptycy wskazują na prywatność, ślad środowiskowy, błędy modeli i ryzyko osłabienia samodzielnego myślenia. Entuzjaści widzą zaś narzędzie oszczędzające czas i poszerzające dostęp do wiedzy. Rozmowa o funkcjach szybko zamienia się więc w spór o odpowiedzialność.

Sprawdź też: Praca już nie wystarcza. Amerykański sen ustępuje miejsca „wielkiemu odkładaniu”

Największy opór budzi przymus

Źródłem konfliktu jest także poczucie, że AI przestaje być wyborem. Patrick Galey, pracownik organizacji klimatycznej, porównuje jej wdrażanie do obowiązkowego zadania domowego, a nie dodatkowej możliwości. Przekaz wielu firm brzmi dziś: musisz z tego korzystać, bo inaczej zostaniesz w tyle.

Niektóre organizacje wiążą używanie AI z oceną pracowników, premiami, szkoleniami lub szansami na awans. To tworzy nową linię podziału między osobami widzącymi w technologii szansę a tymi, które czują, że pomagają trenować narzędzia mogące w przyszłości przejąć część ich obowiązków. Przymus potęguje opór nawet u ludzi, którzy nie odrzucają AI całkowicie.

Podobne napięcie jest coraz bardziej widoczne także w Polsce. W wielu firmach AI wchodzi do codziennej pracy szybciej niż zasady jej używania, standardy jakości i ochrona danych. Jedni pracownicy traktują ją jako naturalny element warsztatu, inni obawiają się utraty kompetencji, kontroli nad twórczością i presji na automatyzowanie zadań. Bez jasnych reguł spór łatwo zmienia się w ocenianie ludzi zamiast efektów ich pracy.

Psycholog organizacyjny Jeremy Pollack zauważa, że odmowa korzystania z AI może dawać poczucie sprawczości i moralnej klarowności. Deklaracja „nie używam AI” sygnalizuje przynależność do grupy podzielającej podobne obawy. Po drugiej stronie korzystanie z technologii może oznaczać otwartość, pragmatyzm i gotowość do adaptacji.

Dlatego konflikt rzadko kończy się na technicznych argumentach. „Nie zgadzamy się co do narzędzia” stopniowo zmienia się w „oni nie podzielają moich wartości”. Widać to nawet w randkowaniu. W badaniu aplikacji Hily większość przedstawicieli pokolenia Z i millenialsów deklarowała, że nie chciałaby spotykać się z osobą polegającą na AI przy codziennych decyzjach. Z kolei przyznanie, że ktoś nie używa AI w sprawach osobistych, było dla wielu atrakcyjną cechą potencjalnego partnera.

Pollack przekonuje, że skuteczniejsze od przekonywania bywają ciekawość i ustalenie granic. Firmy oraz rodziny będą musiały rozmawiać o tym, gdzie użycie AI jest akceptowalne, a gdzie narusza zaufanie. Technologia może bowiem dzielić najmocniej nie wtedy, gdy zastępuje człowieka, lecz gdy staje się miarą tego, jakim człowiekiem ktoś jest.

Czytaj też: Nie gadżet dla seniora, ale infrastruktura państwa. Edyta Kocyk o przyszłości teleopieki [WYWIAD]

REKLAMA