Drogie sukienki, modne dodatki, a nawet aparat fotograficzny przestały tylko zajmować miejsce. Użytkowniczki Pickle zmieniają szafy w wypożyczalnie, a najlepsze budują biznesy przynoszące od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy dolarów miesięcznie.
- Kat Friday zaczęła od nieużywanego aparatu, a po ośmiu miesiącach zarabiała ok. 7 tys. dol. miesięcznie
- Pickle działa jak „Airbnb dla rzeczy”, łącząc właścicieli ubrań z osobami, które chcą je wypożyczyć
- Platforma trafia w potrzeby pokolenia Z, które chce korzystać z luksusu bez kupowania drogich przedmiotów na własność
- Wynajem garderoby może być dodatkowym dochodem, ale przy większej skali staje się biznesem logistycznym
Kat Friday nie planowała zostać przedsiębiorczynią z branży mody. Pracowała w obszarze operacji przychodowych w fintechu Marqeta, ubierała się głównie na czarno i – jak przyznawała – nie interesowała się trendami. Na Pickle trafiła w lutym 2025 r. na TikToku, szukając ubrań na wyjazd.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Przeglądając ponad 500 tys. ofert zauważyła, że platforma nie ogranicza się do ubrań. W listopadzie wystawiła nieużywany aparat Canon G7 X, którego cena detaliczna wynosi około 1 tys. dol. Za tygodniowy wynajem zażądała 150 dol. i szybko dostała pierwsze rezerwacje. Zrozumiała, że przedmioty leżące na półkach mogą generować gotówkę.
Od jednej oferty do magazynu i pracownika
Po sukcesie aparatu Friday zaczęła dodawać koszule i sukienki, których prawie nie nosiła. Z czasem obserwowała, co dobrze wynajmuje się u najlepszych sprzedających, i kupowała modne rzeczy w wielu rozmiarach. Traktowała je jak „aktywa inwestycyjne”, które mają zwrócić się dzięki wypożyczaniu.
Po ośmiu miesiącach jej sklep przynosił ok. 7 tys. dol. miesięcznie. Friday obsługiwała 25–30 zamówień tygodniowo, wynajęła magazyn o powierzchni około 9 m kw. i zaczęła szukać pierwszego pracownika. Po pracy woziła tam źródło zasilania do licznych parownic i żelazek.
Ten przykład pokazuje granicę między dodatkowym zajęciem a firmą. Przy kilku rzeczach wystarczą zdjęcia i przekazanie paczki. Przy dziesiątkach zamówień pojawiają się czyszczenie, pakowanie, zwroty, kontakt z klientami, magazynowanie i decyzje zakupowe. Dochód nie jest więc pasywny – rośnie wraz z nakładem pracy i ryzykiem.
Pickle, założone w 2021 r. przez Briana McMahona i Julię O’Marę, opisuje swój model jako połączenie wynajmu i sprzedaży, podobne do Airbnb, ale dla rzeczy użytkowników. Klient może pożyczyć ubranie od osoby z sąsiedztwa lub zamówić dostawę. Kapelusz Miu Miu kosztujący 825 dol. można wynająć za 50 dol., a sukienkę Zimmermann wartą ponad 1,2 tys. dol. – za około 230 dol.
Firma zaczynała jako lokalny marketplace w Nowym Jorku, lecz rozszerzyła działalność na wszystkie 50 stanów. Według spółki w jednym z miesięcy pojedyncza użytkowniczka zarobiła na platformie 30 tys. dol., ale nie jest to wynik typowy. Bardziej miarodajny jest przykład Martyny Wiacek, pracowniczki Pinteresta, która specjalizuje się w sukniach ślubnych i kreacjach dla gości weselnych, osiągając 2–3 tys. dol. miesięcznie.
Pokolenie Z chce luksusu, ale niekoniecznie własności
Siłą Pickle jest dopasowanie do sposobu, w jaki młodsi konsumenci korzystają z mody. Trendy z TikToka i Instagrama zmieniają się błyskawicznie, a zakup drogiej rzeczy na jedną imprezę lub wyjazd coraz częściej wydaje się nieracjonalny. Wynajem pozwala założyć rozpoznawalny projekt, zrobić zdjęcia, oddać ubranie i przejść do następnego trendu bez zapełniania szafy.
Dla pokolenia Z dostęp może być ważniejszy niż posiadanie. Platforma staje się też bramą do luksusu — użytkownik może sprawdzić jakość, rozmiar i wygodę produktu, zanim zdecyduje się na zakup. Pickle konkuruje z Rent the Runway, Nuuly i The RealReal, ale odróżnia się modelem peer-to-peer, w którym sami użytkownicy tworzą ofertę. Spółka pozyskała 12 mln dol. w rundzie A w marcu 2025 r., a do lipca 2026 r. zebrała łącznie 20 mln dol. kapitału.
Założyciele początkowo budowali aplikację do ankiet zakupowych. Zmienili kierunek, gdy zauważyli, że użytkownicy polecają sobie ubrania z własnych szaf. W ciągu tygodnia produkt stał się marketplace’em. Przez pierwsze dwa lata McMahon i O’Mara sami rozwijali aplikację, pozyskiwali klientów i rozwozili ubrania po Nowym Jorku. Zanim zatrudnili zespół, odbyli w tym celu ponad 4 tys. przejazdów metrem.
W Polsce podobny model miałby naturalne zaplecze w popularności sprzedaży rzeczy używanych, aplikacji ogłoszeniowych i wypożyczalni sukien ślubnych czy kreacji wieczorowych. Barierą pozostaje logistyka: szybka dostawa, weryfikacja stanu rzeczy, czyszczenie, kaucje i odpowiedzialność za uszkodzenia. Największą szansę miałyby duże miasta i rzeczy kupowane na jedną okazję – suknie, garnitury, dodatki premium, sprzęt fotograficzny i akcesoria dziecięce.
Historia Pickle nie dowodzi, że każda szafa może przynosić 30 tys. dol. miesięcznie. Pokazuje jednak, że przedmioty konsumpcyjne mogą działać jak niewielki portfel aktywów. Najważniejsze są popyt, rotacja i wybór rzeczy, które ludzie chcą mieć tylko przez weekend.
Sprawdź też: Kocia kuweta za 1,4 mld dol. Jak PrettyLitter zbudował gigantyczny biznes
