Gotowa odpowiedź pojawia się szybciej, niż uczeń zdąży zrozumieć pytanie. Google uczyniło sztuczną inteligencję łatwo dostępną częścią szkolnej codzienności, ale nauczyciele i rodzice pytają o cenę tej wygody. Z relacji zebranych przez „The Wall Street Journal” wyłania się problem samodzielnego myślenia, którego nie rozwiąże samo udostępnienie lepszego chatbota.
- Uczniowie opisani przez „The Wall Street Journal” przyznają, że pomoc AI przy zadaniach nie przygotowała ich do samodzielnych sprawdzianów
- Google broni edukacyjnych zastosowań technologii i podkreśla znaczenie nadzoru nauczycieli oraz zabezpieczeń dla niepełnoletnich
- Spadki wyników w szkołach wymagają analizy, ponieważ same obserwacje nie dowodzą, że ich przyczyną jest sztuczna inteligencja
- Wyzwanie obejmuje także emocjonalne przywiązanie do chatbotów, które mogą być odbierane przez dzieci jako rozmówcy i powiernicy
Richard Scott, uczeń z Pensylwanii, zaczął od wpisywania zadań z algebry do wyszukiwarki Google na szkolnym laptopie. Korzystał z AI również przy innych przedmiotach. Choć w ciągu roku otrzymywał przeważnie oceny B, nie zdał końcowego egzaminu z matematyki. Nastolatek powiedział dziennikarzom, że bez dostępu do AI trudno było mu myśleć. Ta historia pokazuje pułapkę gotowych rozwiązań.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Podobny problem opisała Kaitlyn Ruano, nauczycielka historii sztuki w Miami. Część uczniów, którzy dobrze radzili sobie na zajęciach, nie zaliczyła egzaminu AP. Niektórzy przyznali jej później, że przez cały rok korzystali z AI i nie znali materiału. Dla szkoły to ostrzeżenie: ocena produktu, czyli oddanej pracy, może przestać mierzyć umiejętności jego autora.
Google ma wyjątkowo dogodny dostęp do tej grupy użytkowników. Według materiału WSJ jego partnerstwa edukacyjne obejmują ponad 170 mln uczniów i nauczycieli na świecie. Chromebooki i szkolne oprogramowanie ułatwiają wejście nowych funkcji do klasy. Uczeń nie zawsze musi szukać osobnej aplikacji, ponieważ odpowiedź AI może pojawić się już w wyszukiwarce.
Łatwość użycia zmienia problem. Gdy trudniejsze zadanie wywołuje frustrację, skrót jest pod ręką. Wysiłek potrzebny do przeanalizowania błędu można ominąć, choć to on bywa istotną częścią nauki. Szkoła musi więc sprawdzać rozumowanie, a nie tylko poprawność odpowiedzi.
Czytaj też: AI zmienia zasady gry na studiach MBA. Polscy menedżerowie stawiają uczelniom warunek
Wyniki testów nie dają prostego wyroku
Reportaż opisuje pogorszenie wyników części amerykańskich szkół i reakcję władz oświatowych. Nowy Jork ograniczył uczniowskie korzystanie z AI w klasach do ósmej włącznie, a Los Angeles wprowadziło własne restrykcje. Nie ustalono jednak jednej przyczyny słabszych wyników. Na naukę wpływają również telefony, media społecznościowe, warunki domowe i organizacja zajęć.
Także porównanie częstych użytkowników chatbotów z osobami niekorzystającymi z nich nie wystarcza do wykazania przyczynowości. Uczeń może sięgać po AI właśnie dlatego, że wcześniej miał trudności. Znaczenie ma ponadto sposób używania narzędzia: zlecanie mu napisania wypracowania różni się od proszenia o wskazówkę i samodzielnego poprawiania błędu.
Google argumentuje, że AI połączona z nauczaniem prowadzonym przez nauczyciela może poprawiać efekty edukacji. Firma wskazuje też na oszczędność czasu przy planowaniu lekcji i administracji. Narzędzie pomocne pedagogowi nie musi jednak równie dobrze służyć dziecku, które dopiero buduje podstawowe kompetencje.
Granica powinna zatem przebiegać przez konkretne zastosowania. Chatbot może poprosić ucznia o wyjaśnienie kolejnego kroku, pokazać sprzeczność albo zaproponować podobne ćwiczenie. Jeśli natomiast od razu dostarcza rozwiązanie, łatwo ukrywa brak rozumienia. Miarą sukcesu pozostaje to, co uczeń potrafi później odtworzyć i zastosować bez cyfrowej podpory.
Chatbot w roli powiernika to kolejny problem
Obawy wykraczają poza stopnie. Rozmówcy WSJ opisują dzieci spędzające długie godziny na rozmowach z AI i traktujące ją jak zaufaną osobę. Szczególnie niepokojące są odpowiedzi wzmacniające pretensje do bliskich lub bezkrytycznie potwierdzające przekonania użytkownika. Pojedyncze historie nie pozwalają ocenić skali zjawiska, ale pokazują, czego zwykły filtr treści może nie wychwycić.
Badacze Google ostrzegali w opracowaniu z 2024 r. o etyce zaawansowanych asystentów przed osłabieniem zaangażowania intelektualnego i poczucia własnych kompetencji. Firma zapewnia, że rozwija ochronę młodszych użytkowników, także przed zależnością emocjonalną. Spór dotyczy więc również tego, czy zabezpieczenia nadążają za dostępnością produktów.
W polskiej szkole warto ustalić, przy których zadaniach AI może podpowiadać, a które uczeń wykonuje samodzielnie. Krótka rozmowa o sposobie rozwiązania i praca na lekcji pomogą ocenić rozumienie materiału. Rodzice powinni też wiedzieć, jakie funkcje są dostępne na szkolnym koncie i do kogo zgłosić niepokojącą rozmowę dziecka z chatbotem.
Odpowiedzialne wdrożenie wymaga miejsca na próby, błędy i samodzielną odpowiedź. Tak samo w edukacji dorosłych warto zachować etap, na którym człowiek sam uzasadnia swój osąd.
Czytaj też: MBA kontra algorytmy AI. Najbliższe lata będą wymagające
