Diesel drożeje w najgorszym momencie. Rolnicy nie mogą zatrzymać żniw

Rolnik Jason Kurtz zbiera kukurydzę w stanie Missouri (USA) Rolnik Jason Kurtz zbiera kukurydzę w stanie Missouri (USA)
Rolnik Jason Kurtz zbiera kukurydzę w stanie Missouri (USA)

Średnia cena diesla w USA przekroczyła 6 dol. za galon (ok. 3,8 litra), gdy gospodarstwa potrzebują paliwa do zbioru kukurydzy i soi. To około 60 proc. więcej niż przed wojną z Iranem. Dla rolnika kosztu nie da się łatwo odsunąć w czasie — zboże trzeba zebrać, przewieźć i sprzedać.

  • Według agencji rządowej Agricultural Adjustment Administration (AAA) średnia cena diesla w USA 11 września wynosiła 6,05 dol. za galon w porównaniu do około 3,76 dol. przed wojną
  • Droższe paliwo obciąża pracę maszyn oraz transport plonów między polem, gospodarstwem i odbiorcą
  • Rolnik Jason Kurtz deklaruje podwojenie własnej ceny zakupu diesla, co jest odrębną miarą od średniej krajowej
  • Wzrost kosztów zbioru ogranicza marże gospodarstw, ale nie przekłada się automatycznie w tej samej skali na ceny żywności

Paliwowy szok trafia na okres, w którym rolnicy mają mało możliwości ograniczenia zużycia. Najbardziej narażone są gospodarstwa z napiętą płynnością, bo rachunki za zbiór i przewóz pojawiają się przed uzyskaniem wpływów ze sprzedaży plonów.

Sześć dolarów za galon podczas zbiorów

Jak wynika z relacji opublikowanej przez „The Independent”, 4 września średnia amerykańska cena diesla osiągnęła rekordowe 5,85 dol. za galon, a tydzień później wzrosła do 6,05 dol. Dane AAA pokazują średnią cenę w USA, nie zaś rachunek każdego rolnika.

Przed rozpoczęciem amerykańsko-izraelskiej wojny z Iranem pod koniec lutego galon diesla kosztował średnio około 3,76 dol. Przejście do 6,05 dol. oznacza wzrost o blisko 61 proc., co uzasadnia podawane w relacji zaokrąglenie do 60 proc. To porównanie z określonym momentem sprzed konfliktu, a nie standardowa dynamika rok do roku.

Wzrost cen ma powiązanie z zakłóceniami przepływu surowca i paliw wskutek wojny, w tym z utrudnieniami ruchu tankowców przez cieśninę Ormuz. Dla gospodarstw istotny jest moment tej zmiany. Zbiór kukurydzy i soi wymaga uruchomienia maszyn wtedy, gdy pozwalają na to dojrzałość upraw i pogoda. Nie można go dowolnie przesunąć do tygodnia z tańszym paliwem.

Droższy diesel nakłada się na wzrost kosztów nawozów, nasion, chemii i sprzętu. Trudno ciąć wydatki tak, aby nie pogorszyć warunków produkcji ani nie przenieść problemu na kolejny sezon.

Jeden kombajn pokazuje skalę obciążenia

Jason Kurtz, rolnik uprawiający kukurydzę i soję w pobliżu Forest City w stanie Missouri, powiedział, że w tym roku płaci za diesel dwukrotnie więcej. Jego doświadczenie nie przeczy wzrostowi średniej o około 60 proc. — różnią się zarówno baza porównania, jak i indywidualne warunki zakupu.

Kombajn Kurtza zużywa około 200 amerykańskich galonów dziennie, czyli w przybliżeniu 757 litrów. Rolnik przewiduje 30 dni pracy maszyny, co daje 6000 galonów, czyli około 22,7 tys. litrów. Do tego dochodzi paliwo do ciągnika i ciężarówek. Sam kombajn pozwala zobaczyć, dlaczego nawet niewielka zmiana ceny jednostkowej szybko zamienia się w dużą kwotę.

Przykładowe obliczenie na podstawie średnich AAA pokazuje skalę presji: 6000 galonów po 6,05 dol. kosztowałoby 36 300 dol., a po 3,76 dol. — 22 560 dol. Różnica wynosi 13 740 dol. To ilustracja przy założeniu niezmiennych cen i zużycia, a nie rzeczywisty rachunek Kurtza. Paliwo kupowane przez gospodarstwo może mieć inną cenę niż średnia detaliczna.

Paul Mitchell, profesor ekonomii rolnictwa i ekonomii stosowanej na University of Wisconsin–Madison, zwraca uwagę na koszty wykraczające poza sam zbiór. Plon trzeba przemieścić z pola do gospodarstwa, a następnie do miejsca sprzedaży. Drogie paliwo obciąża więc kilka etapów tej samej operacji, zanim rolnik otrzyma zapłatę.

Kurtz zapowiada odłożenie części prac w nadziei na spadek cen. Nie dotyczy to jednak wszystkiego, bo konieczność zbioru pozostaje. To wydatek konieczny do odzyskania pieniędzy zainwestowanych w uprawę.

Presja na marże może dotrzeć do konsumenta

Największy problem pojawia się w gospodarstwach z małym zapasem gotówki. Mitchell wskazuje, że właśnie one muszą szukać cięć, aby sfinansować bieżącą działalność. Nawet perspektywa dobrego plonu nie rozwiązuje trudności, jeśli trzeba najpierw zapłacić za paliwo, usługę zbioru lub transport.

Nie oznacza to, że wzrost ceny diesla o 60 proc. podniesie cenę żywności o tyle samo. Paliwo jest jednym ze składników kosztów, a o cenie płodów rolnych decydują również podaż, popyt i warunki sprzedaży. Część podwyżki może obniżyć dochód producenta, część obciążyć transport, a część z czasem dotrzeć do odbiorców. Podział zależy od rynku i siły negocjacyjnej jego uczestników.

W Polsce amerykańskich cen nie można przeliczyć na złotówki i uznać za prognozę dla rolnika. Na krajowy rachunek wpływają kurs dolara, podatki i warunki zakupu. Podobny pozostaje mechanizm: droższy olej napędowy zwiększa koszt pracy maszyn i przewozu plonów, a gospodarstwo z małą rezerwą gotówki ma mniej swobody w wyborze terminu wydatku.

Źródła presji na stacjach wyjaśniamy w tekście o tym, co decyduje o cenach paliw. Szersze tło przedstawia materiał o powrocie inflacji i reakcji banków centralnych. Historia rolników pokazuje, że szok energetyczny przechodzi do gospodarki przez konkretne rachunki i decyzje o odłożeniu prac.

Dla Kurtza nadzieja na tańsze paliwo nie zmienia dzisiejszego obowiązku uruchomienia maszyn. Właśnie ta ograniczona możliwość reakcji sprawia, że podwyżka w czasie zbiorów boli bardziej niż taka sama zmiana ceny w spokojniejszym okresie.

REKLAMA