Gotowanie, sprzątanie, opieka nad dziećmi i wiele innych obowiązków domowych tworzą ogromną wartość ekonomiczną, ale ponieważ nikt za nie nie płaci, nie trafiają do PKB. Według amerykańskiego Government Accountability Office nieodpłatna praca w gospodarstwach domowych może być warta nawet 6 bln dol. rocznie, czyli około jednej piątej PKB Stanów Zjednoczonych.
- Ponad 87 proc. Amerykanów w wieku co najmniej 15 lat wykonuje w typowym dniu nieodpłatną pracę domową
- Średnio poświęcają na nią 3,72 godziny dziennie, ale aktywność ta nie jest ujmowana w klasycznym PKB
- GAO szacuje wartość takiej pracy nawet na 6 bln dol. rocznie
- Nieuwzględnianie pracy domowej może zniekształcać obraz wzrostu, poziomu życia i produktywności
Dla milionów ludzi dzień pracy nie kończy się po wyjściu z biura, fabryki czy sklepu. Po powrocie do domu zaczyna się gotowanie, sprzątanie, zakupy, opieka nad dziećmi i osobami zależnymi. Gdy te same czynności wykonuje restauracja, firma sprzątająca lub opiekunka, ich wartość pojawia się w statystykach. Gdy robi je członek rodziny bez wynagrodzenia, z punktu widzenia PKB praktycznie znikają.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Wrześniowy raport amerykańskiego Government Accountability Office pokazuje skalę tej niewidocznej gospodarki. Ponad 87 proc. Amerykanów w wieku 15 lat i więcej wykonywało w typowym dniu przynajmniej część nieodpłatnych obowiązków domowych. Średnio poświęcali na nie 3,72 godziny. GAO szacuje, że po przypisaniu im wartości rynkowej praca ta mogłaby być warta nawet 6 bln dol. rocznie, czyli około jednej piątej PKB USA.
Ekonomistka Misty Heggeness z University of Kansas zwraca uwagę na prostą zależność. Tłumaczy, że bez pracy wykonywanej w domach formalna gospodarka nie mogłaby funkcjonować w obecnym kształcie.
Gdyby rodziny przestały samodzielnie gotować, sprzątać czy opiekować się dziećmi, znaczną część tych usług musiałyby kupić na rynku. Wtedy wzrosłyby zarówno wydatki gospodarstw, jak i mierzone PKB.
Wzrost gospodarczy może wyglądać lepiej niż życie rodzin
Problem z pomiarem jest szczególnie widoczny w analizach historycznych. Gdy od lat 60. coraz więcej kobiet w USA podejmowało płatną pracę, PKB rejestrował nowy dochód i produkcję. Nie odejmował jednak wartości części pracy domowej, której te same osoby nie mogły już wykonywać w takim wymiarze jak wcześniej. Ekonomistka Nancy Folbre uważa, że w ten sposób tempo wzrostu mogło być nieco zawyżane.
Dane przywołane przez GAO pokazują tę różnicę. W latach 1965-2020 klasyczny PKB USA rósł średnio o 6,3 proc. rocznie. Alternatywna miara Bureau of Economic Analysis, uwzględniająca wartość pracy domowej, wskazywała średnio 6,1 proc. Dwie dziesiąte punktu procentowego rocznie brzmią niepozornie, ale w perspektywie kilku dekad zmieniają interpretację długoterminowego wzrostu.
Jeszcze ważniejsze jest to na poziomie rodziny. Druga pensja podnosi dochód gospodarstwa domowego, ale jednocześnie może oznaczać mniej czasu na gotowanie, sprzątanie czy opiekę. Jeśli część nowego dochodu trzeba przeznaczyć na zakup usług wcześniej wykonywanych samodzielnie, wzrost nominalnych zarobków nie przekłada się jeden do jednego na poprawę poziomu życia.
Czytaj też: Mikrozmiany zamiast etatu od 8 do 16
Niewidzialny koszt czasu i produktywności
Nieodpłatna praca nadal nie jest rozłożona równomiernie. Według GAO kobiety stanowiły 54 proc. osób wykonujących pracę domową w latach 2021-2024 i poświęcały więcej czasu na opiekę nad dziećmi. Nawet w gospodarstwach, w których kobieta zarabia więcej od partnera, często wykonuje ona większą część gotowania i sprzątania. Sama analiza wynagrodzeń może więc pomijać istotną część obciążenia czasowego.
W Polsce temat ma podobne znaczenie, nawet jeśli konkretne wartości z raportu GAO dotyczą Stanów Zjednoczonych. Dyskusje o produktywności, aktywności zawodowej rodziców, dostępności żłobków i przedszkoli czy elastycznej pracy dotyczą w praktyce tego samego zasobu: czasu.
Jeżeli obowiązki opiekuńcze i domowe nie są widoczne w podstawowych wskaźnikach, łatwo przecenić dobrobyt gospodarstw i nie dostrzec kosztu łączenia etatu z opieką.
Nie oznacza to, że pracę domową należy po prostu dopisać do oficjalnego PKB. Wycena takich aktywności jest trudna. Tę samą godzinę opieki można wartościować według stawki opiekuna, utraconego wynagrodzenia osoby sprawującej opiekę albo kosztu usługi instytucjonalnej. Każda metoda daje inny wynik. Dodatkowe rachunki mogą jednak lepiej pokazywać, jak zmienia się rzeczywisty podział pracy.
Debata prowadzi do szerszego pytania o produktywność. W firmach najczęściej oznacza ona wartość wytworzoną w czasie płatnej pracy. Tymczasem społeczeństwo nie funkcjonuje bez ogromnej liczby godzin przeznaczanych na opiekę i utrzymanie gospodarstw domowych. Jeśli ta praca pozostaje niewidoczna, obraz efektywności gospodarki jest niepełny.
Najważniejsza konsekwencja dotyczy więc sposobu interpretowania wzrostu. Większa produkcja rynkowa może oznaczać poprawę jakości życia, lecz nie zawsze. Jeżeli towarzyszy jej wzrost kosztów usług, przeciążenie opieką i brak czasu, część korzyści może istnieć głównie w statystykach. Włączenie pracy nieodpłatnej do analiz pomaga zobaczyć, ile gospodarka naprawdę wymaga od ludzi poza płatnym etatem.
Czytaj też: Polacy wskazują największe grzechy szefów
