Za paliwo płacimy także wtedy, gdy nie mamy samochodu. Olej napędowy zasila maszyny rolnicze i ciężarówki dowożące jedzenie, dlatego jego podwyżki mogą z opóźnieniem dotrzeć do sklepowych kas. Najbardziej narażone są świeże produkty, których dostaw nie da się długo odkładać. Dla polskich rodzin oznacza to ryzyko droższego codziennego koszyka, a później także przygotowań do Bożego Narodzenia.
- Droższy diesel zwiększa koszty produkcji rolnej oraz przewozu pasz, surowców i gotowej żywności
- Presja może najszybciej ujawnić się w cenach świeżego mięsa, nabiału, warzyw i owoców
- Wzrost kosztów transportu nie przekłada się automatycznie na taki sam procent podwyżki w sklepie
- Ostateczny rachunek polskiego konsumenta zależy również od zbiorów, kursów walut i konkurencji między sieciami
Ziemniaki trzeba wykopać, zboże zebrać, a mleko odebrać z gospodarstwa. Potem dochodzą przewozy do przetwórni, centrów dystrybucyjnych i sklepów. Każdy z tych etapów może odczuć podwyżkę oleju napędowego. Dlatego patrzenie wyłącznie na cenę ostatniego kursu ciężarówki z gotowym towarem nie pokazuje pełnego obciążenia łańcucha dostaw.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Zagraniczny serwis MarketWatch opisuje ten mechanizm na przykładzie USA. Przywołana w nim średnia cena diesla według AAA sięgała 6,52 dol. za galon, w porównaniu do 5,60 dol. miesiąc wcześniej i 3,69 dol. rok wcześniej. To amerykańskie stawki, których nie należy przeliczać wprost na prognozę dla polskich stacji. Pokazują jednak, jak szybko może wzrosnąć rachunek firm uzależnionych od transportu.
Jack Cooney z Marex wskazuje, że od sierpnia przewóz kukurydzy i śruty sojowej, wykorzystywanych m.in. do karmienia drobiu, podrożał na opisywanym rynku o co najmniej 5 proc. Według jego oceny wpływ na ceny detaliczne może pojawić się po około 45 dniach. To szacunek dotyczący konkretnego rynku, a nie termin podwyżek w Polsce.
W polskich realiach podobny nacisk może odczuć producent warzyw korzystający z usług maszynowych, hodowca kupujący paszę czy mleczarnia odbierająca surowiec z wielu gospodarstw. Towar krajowy również wymaga transportu. Krótsza trasa może ograniczyć część wydatków, lecz sama etykieta „produkt polski” nie chroni przed wzrostem kosztów paliwa.
Czytaj też: Diesel drożeje w najgorszym momencie. Rolnicy nie mogą zatrzymać żniw
Świeża żywność ma mniej czasu na przeczekanie podwyżek
Caroline Coughlin ze State Street PriceStats ocenia w rozmowie z MarketWatch, że ewentualne podwyżki najszybciej mogą objąć świeże mięso, nabiał oraz owoce i warzywa. Krótki termin przydatności wymusza częste dostawy. Sklep nie może łatwo zamówić wielomiesięcznego zapasu sałaty lub świeżego mleka tylko dlatego, że przewóz jest dziś tańszy.
Inaczej wygląda sytuacja części mrożonek i żywności trwałej. Towar przewieziony wcześniej może jeszcze przez pewien czas trafiać na półkę z kosztami transportu zapisanymi w starszych rozliczeniach. Nie gwarantuje to niezmiennej ceny, ale tłumaczy, dlaczego zmiany nie muszą pojawić się równocześnie we wszystkich kategoriach. Dochodzą do tego warunki umów i tempo odnawiania zapasów.
W USA eksperci odnoszą te zależności do zakupów na Święto Dziękczynienia. W Polsce bliższym punktem odniesienia są jesienne zakupy oraz późniejsze przygotowania świąteczne. Mięso, nabiał czy warzywa kupowane w grudniu przejdą przez kolejne cykle dostaw. Jeśli drogie paliwo utrzyma się dłużej, dostawcy będą mieli więcej okazji do renegocjacji cenników.
Nie oznacza to jednak, że wzrost kosztów przewozu o 5 proc. podniesie o 5 proc. cenę całego koszyka. Transport jest tylko częścią ceny produktu, obok surowca, pracy, opakowania czy marży. Dobry zbiór może obniżyć koszt warzyw mimo droższego przewozu, a silna konkurencja zmusić sklep do rezygnacji z części zysku. Oceniając podwyżki, trzeba rozdzielać te czynniki.
Rachunek może wzrosnąć także przez słabsze promocje
Przewoźnicy mają ograniczone możliwości pokrywania dodatkowych wydatków. Bob Costello z American Trucking Associations wyjaśnia, że dopłaty paliwowe w amerykańskich kontraktach są zwykle aktualizowane co tydzień. Nawet one nie rekompensują jednak firmom całego wzrostu kosztów. To wyjaśnia, dlaczego presja na zmianę stawek może utrzymywać się także po pierwszej podwyżce.
Sieć handlowa może odpowiedzieć wyższą ceną regularną, ale również płytszą promocją albo rzadszą ofertą specjalną. Konsument zobaczy wtedy droższy paragon, choć cena eksponowanego produktu pozostała bez zmian. Porównywanie jednego artykułu z gazetki nie wystarcza do oceny kosztu zakupów. Liczy się wartość całej listy oraz cena za kilogram lub litr.
Dla polskich gospodarstw domowych rozsądną reakcją jest planowanie posiłków, ograniczenie wyrzucania jedzenia i porównywanie zamienników. Robienie dużych zapasów świeżej żywności może przynieść stratę zamiast oszczędności. Drogi diesel zwiększa ryzyko podwyżek, lecz nie przesądza ani ich wysokości, ani tego, które produkty ostatecznie zdrożeją najbardziej. Oszczędność zaczyna się od tego, co rzeczywiście trafia na nasz talerz.
Czytaj też: Dlaczego benzyna nie chce tanieć? Te cztery rzeczy decydują dziś o cenie na twoim pylonie
