Disney zarabia miliardy… na morzu. Pływające parki rozrywki to sukces

Wodowanie statku Disney Cruise Line „Disney Dream” w stoczni Meyer Werft w Niemczech, 8 stycznia 2012 r. / Fot. AFP/East News Wodowanie statku Disney Cruise Line „Disney Dream” w stoczni Meyer Werft w Niemczech, 8 stycznia 2012 r. / Fot. AFP/East News
Wodowanie statku Disney Cruise Line „Disney Dream” w stoczni Meyer Werft w Niemczech, 8 stycznia 2012 r. / Fot. AFP/East News

Disney Cruise Line po raz pierwszy przekroczył 3 mld dol. rocznych przychodów. Choć rejsy pozostają niewielką częścią światowego rynku, koncern widzi w nich jeden z najważniejszych motorów wzrostu i do 2031 r. chce dodać do floty pięć kolejnych jednostek.

  • Przychody biznesu rejsowego Disneya wzrosły w roku finansowym 2025 o 20,3% i sięgnęły 3 mld dol.
  • Zysk netto spadł jednak o 12,9% do 302,7 mln dol. z powodu kosztów rozbudowy floty i przygotowań do kolejnych premier
  • Disney ma obecnie osiem statków, a do 2031 r. planuje wprowadzić pięć następnych w ramach inwestycji w segment Experiences
  • Mimo szybkiego wzrostu firma obsłużyła około 1 mln pasażerów, co dawało jej zaledwie 3,1% globalnego rynku

Disney przez lata nie ujawniał, ile dokładnie zarabia na rejsach. Dyrektor finansowy koncernu Hugh Johnston podczas rozmów z inwestorami ograniczał się do stwierdzenia, że firma nie pokazuje osobnych wyników statków wycieczkowych. O skali biznesu można się jednak dowiedzieć z dokumentów brytyjskiej spółki Magical Cruise Company, która jest właścicielem floty.

Z najnowszego sprawozdania wynika, że w roku zakończonym 27 września 2025 r. przychody rejsowe wzrosły o 20,3%, przekraczając 3 mld dol. Po raz pierwszy ten mało widoczny element imperium Disneya osiągnął skalę dużej spółki turystycznej.

Wzrost przyspieszył po debiucie Disney Treasure, szóstego statku we flocie, który rozpoczął działalność w grudniu 2024 r. Pomogła też dobra koniunktura w całej branży — liczba pasażerów rejsów na świecie osiągnęła w 2025 r. rekordowe 37,2 mln.

Pływający park rozrywki zamiast zwykłego wycieczkowca

Przewaga Disneya nie polega na skali, lecz na zdolności do pobierania wysokiej ceny za doświadczenie, którego konkurenci nie mogą łatwo skopiować. Statki koncernu bardziej przypominają pływające parki rozrywki niż tradycyjne wycieczkowce. Na pokładach pojawiają się filmowi bohaterowie, musicale, rozbudowane zjeżdżalnie oraz atrakcje wykorzystujące historie o Myszce Miki, Marvelu i innych markach firmy.

Rejsy są częścią segmentu Experiences, obejmującego również parki tematyczne. To najważniejszy generator gotówki w całym koncernie. W 2025 r. segment odpowiadał za 57% z 17,6 mld dol. zysku operacyjnego Disneya oraz za blisko 40% z 94,4 mld dol. przychodów.

Szybki rozwój nie jest jednak darmowy. Choć sprzedaż rejsów mocno wzrosła, zysk netto Magical Cruise Company spadł o 12,9% do 302,7 mln dol. Koszty rosły szybciej niż przychody. Same wydatki pracownicze zwiększyły się o 31,4% do 437,2 mln dol., między innymi przez zatrudnienie 1765 dodatkowych osób, głównie do pracy na statkach.

Na wynik wpłynęły też jednorazowe koszty przygotowania jednostek Disney Destiny i Disney Adventure. Zarząd podkreśla jednak, że firma pozostała rentowna mimo tych wydatków.

Brytyjska struktura właścicielska również ma znaczenie. Firmy żeglugowe z siedzibą w Wielkiej Brytanii mogą korzystać z systemu Tonnage Tax. Podatek nie jest w nim liczony od faktycznego dochodu, lecz według tonażu floty. Dla operatora pobierającego wysokie ceny i osiągającego solidne marże może to być szczególnie korzystne. Londyn daje też dostęp do rozwiniętego rynku finansowania, ubezpieczeń i prawa morskiego.

Sprawdź też: Największą gwiazdą „Odysei” nie są aktorzy. Reżyser Christopher Nolan może zarobić fortunę

Pięć nowych statków i zakład na Azję

Disney ma obecnie osiem statków, ale do 2031 r. planuje wprowadzić pięć kolejnych. Rozbudowa jest częścią programu inwestycyjnego o wartości 60 mld dol. przeznaczonego na segment Experiences. Około 20% tej kwoty ma trafić właśnie do biznesu rejsowego, co oznacza zaangażowanie rzędu 12 mld dol.

Jednym z symboli ekspansji jest Disney Adventure. Statek ma 2111 kabin i jest jednym z największych wycieczkowców. Disney kupił go za zaledwie 44 mln dol. po upadku poprzedniego właściciela, Genting Cruise Lines, a następnie przebudował, dodając między innymi najdłuższą kolejkę górską na morzu, trzypoziomowy zamek oraz widowisko kaskaderskie z bohaterami Marvela.

Jednostka stacjonuje w Singapurze, co pokazuje rosnące znaczenie Azji. Disney uważa ten region za dynamiczny, dobrze skomunikowany i otwarty na jego marki.

Dodatkowo jedna z przyszłych jednostek ma powstać w Japonii. Jej finansowaniem, własnością i obsługą zajmie się Oriental Land Company, operator japońskich parków Disneya. Partner szacuje, że jeden statek może po kilku latach generować około 650 mln dol. rocznej sprzedaży i marżę operacyjną na poziomie 26,7%.

Z polskiej perspektywy rejsy Disneya pozostają produktem premium, wymagającym doliczenia kosztu lotu do portu, w USA lub Azji. Jednocześnie są ciekawym przykładem, jak globalna marka może sprzedawać nie sam transport i nocleg, lecz zamknięte doświadczenie rodzinne. Dla polskich firm turystycznych to lekcja, że marżę buduje dziś nie tylko standard usługi, ale też rozpoznawalna historia, własne treści i konsekwentnie zaprojektowana podróż klienta.

Mimo ogromnych inwestycji Disney nadal jest niewielkim graczem. Według CruiseMarketWatch w 2025 r. przewiózł około 1 mln pasażerów, czyli 3,1% rynku, podczas gdy Carnival obsłużył 6,8 mln osób. To jednak właśnie niewielki udział pokazuje skalę potencjału. Disney nie musi wygrać wojny o liczbę pasażerów. Wystarczy, że będzie konsekwentnie zwiększał flotę i utrzymywał premię cenową wynikającą z siły swoich marek.

Czytaj też: Czterdziestka przestała być półmetkiem. To nowy prime time

REKLAMA