Christopher Nolan osiągnął w Hollywood pozycję, którą przez dekady zajmowali przede wszystkim najwięksi aktorzy. „Odyseja” ma kosztować około 250 mln dol., ale to nazwisko reżysera — nie gwiazdorskiej obsady — jest najważniejszym magnesem dla widzów. Sam Nolan może zarobić na filmie co najmniej 75 mln dol.
- Na plakacie „Odysei” najważniejszym nazwiskiem jest Christopher Nolan, mimo że w obsadzie znalazły się największe gwiazdy kina
- Reżyser miał otrzymać 20 mln dol. zaliczki oraz udział w przychodach kinowych, który może zapewnić mu wielokrotnie wyższą wypłatę
- Sukces „Oppenheimera” i poprzednich jego filmów sprawiły, że studia traktują Nolana jak markę gwarantującą zainteresowanie widzów
- Jego pozycja pokazuje, że w rozdrobnionym świecie rozrywki twórca może być ważniejszym elementem sprzedaży niż aktor lub znana franczyza
Na premierze „Odysei” w Mumbaju Nolan żartował, że jeśli widzowie mają zobaczyć latem tylko jeden film z Tomem Hollandem, powinni wybrać właśnie jego produkcję. Dowcip dobrze oddaje hierarchię przedsięwzięcia. Choć w filmie grają Matt Damon, Anne Hathaway, Lupita Nyong’o, Charlize Theron i inni aktorzy z pierwszej ligi, na plakacie ponad tytułem widnieje przede wszystkim formuła: „film Christophera Nolana”.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
„Incepcja”, „Interstellar” i trylogia o Batmanie stworzyły wokół reżysera grupę oddanych fanów, a „Oppenheimer” udowodnił, że potrafi uczynić światowym przebojem nawet trzygodzinny dramat historyczny o twórcy bomby atomowej. Film zarobił blisko miliard dolarów i zdobył siedem Oscarów.
Nolan przestał być tylko autorem stojącym za kamerą. Stał się obietnicą widowiska, dla którego warto wyjść z domu.
To szczególnie cenne w czasach, kiedy kino konkuruje nie tylko z innymi premierami, ale także ze streamingiem, grami, TikTokiem czy YouTube’em. Widz ma ogromny wybór, a marketing musi wyjaśnić, dlaczego właśnie ten film wymaga dużego ekranu. Nolan daje widzowi prostą odpowiedź: ponieważ to nowe dzieło Nolana.
Według danych Greenlight Analytics już rok przed premierą ponad 70% osób świadomych istnienia „Odysei” deklarowało zamiar obejrzenia jej w kinie. Zainteresowanie konkurencyjnymi hitami było wyraźnie niższe. Najbardziej imponujące jest jednak to, że Nolan nie opiera się na rozpoznawalnej franczyzie. Sprzedaje własny sposób opowiadania, skalę produkcji i zaufanie widzów.
Sprawdź też: Wchodzi do „klatki” wiecznej młodości. Jej eksperyment kosztuje 2,6 mln dolarów
Kontrakt jak dla największej gwiazdy
Amerykański Forbes szacuje, że Universal zapłacił Nolanowi 20 mln dol. z góry jako zaliczkę na poczet udziału w przychodach. Reżyser i jego żona, producentka Emma Thomas, mają łącznie uczestniczyć w 20% części wpływów przypadającej studiu. To model przypominający dawne kontrakty największych aktorów, takich jak Tom Cruise czy Tom Hanks. Dziś podobne warunki otrzymują tylko twórcy zdolni regularnie przyciągać masową publiczność.
Jeżeli „Odyseja” przekroczy 800 mln dol. wpływów na świecie, Nolan może zarobić co najmniej 75 mln dol. Sprzedaż VOD i pierwsze okno streamingowe mogą podnieść tę kwotę powyżej wynagrodzenia za „Oppenheimera”, szacowanego początkowo na 85 mln dol. W dłuższej perspektywie wpływy z obu filmów mogą przekroczyć 100 mln dol. każdy, przed odliczeniem podatków i prowizji.
Takie pieniądze są ceną za ryzyko, które bierze również studio. „Odyseja” to monumentalna produkcja kręcona w całości w formacie IMAX 70 mm, realizowana przez 91 dni w sześciu krajach. Sam budżet ma wynosić około 250 mln dol., a film prawdopodobnie musi zarobić ponad 800 mln dol., zanim zacznie przynosić zysk.
Wysokie koszty marketingu, udział kin w sprzedaży biletów i procent Nolana sprawiają, że nie jest to bezpieczna inwestycja.
Universal zgodził się jednak na ogromny budżet, pełną kontrolę kreatywną, szeroką promocję i długie okno kinowe. Nolan wywalczył tę pozycję po odejściu z Warner Bros. i sporze o jednoczesne premiery kinowe i streamingowe. Studia rywalizowały o jego kolejny projekt, ponieważ kupowały nie tylko film, lecz także rzadką przewidywalność biznesową.
Reżyser słynie bowiem nie tylko z ambicji, ale także z dyscypliny. „Odyseja” zakończyła zdjęcia dziewięć dni przed terminem. Jako prezydent Amerykańskiej Gildii Reżyserów pomógł też sprawnie wynegocjować nowe porozumienie branżowe. W Hollywood, gdzie opóźnienia kosztują miliony, taka reputacja wzmacnia jego wartość.
Nazwisko reżysera rzadko działa w Polsce jak samodzielna marka masowa, ale kina dobrze znają siłę premier Nolana. Seanse IMAX, pokazy przedpremierowe i powroty starszych tytułów potrafią przyciągać widzów mimo wysokich cen biletów. To lekcja dla lokalnych producentów: publiczność chętniej płaci, gdy rozpoznaje nie tylko aktora, lecz także konsekwentny styl i wiarygodność twórcy.
Nolan znajduje się dziś w miejscu zarezerwowanym wcześniej dla Stevena Spielberga czy Jamesa Camerona. Nie jest jeszcze miliarderem, ale ma coś równie rzadkiego: zdolność zamieniania autorskiej wizji w globalne wydarzenie. Dlatego największą gwiazdą „Odysei” może okazać się nie bohater Homera i nie hollywoodzka obsada, lecz człowiek, którego nazwisko widnieje nad tytułem.
Czytaj też: Czterdziestka przestała być półmetkiem. To nowy prime time
