Rekordowe temperatury oceanów i kolejne fale upałów nie są wyłącznie skutkiem wzrostu stężenia gazów cieplarnianych. Naukowcy wskazują na dodatkowy mechanizm. Ziemia odbija coraz mniej promieniowania słonecznego. Paradoksalnie przyczynia się do tego także poprawa jakości powietrza, która ograniczyła ilość chłodzących aerozoli siarkowych.
- Albedo Ziemi, czyli zdolność planety do odbijania promieniowania słonecznego, spada szybciej, niż oczekiwali badacze
- Mniej chmur nad oceanami oznacza, że woda pochłania więcej energii i mocniej napędza globalne ocieplenie
- Ograniczanie emisji dwutlenku siarki ratuje zdrowie ludzi, ale usuwa aerozole, które odbijały część światła w kosmos
- Redukcja emisji pozostaje konieczna, jednak coraz większe znaczenie będą miały adaptacja do upałów i debata o geoinżynierii
Świat coraz częściej doświadcza temperatur, które niedawno uznawano za skrajne. W połowie lipca powierzchnia oceanów w strefach tropikalnych i umiarkowanych była cieplejsza niż tego samego dnia w każdym wcześniejszym roku objętym nowoczesnymi pomiarami. Europa od maja przeszła przez trzy fale upałów, a ich bilans może być liczony w dziesiątkach tysięcy zgonów.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
W USA obchody 4 lipca odbywały się pod wpływem „kopuły ciepła”, a wyjątkowo ciepłe morze dostarczyło energii supertajfunowi Bavi u wybrzeży Chin. Rosną też szanse, że bieżący rok zapisze się jako najgorętszy w historii pomiarów, a rozwijające się El Niño może sprawić, że kolejny będzie jeszcze cieplejszy.
Ziemia pochłania coraz więcej energii
Największy niepokój budzi fakt, że zmiana klimatu zaczyna wzmacniać samą siebie. Gazy cieplarniane ogrzewają atmosferę, ale uruchamiają też procesy zatrzymujące na Ziemi dodatkową porcję energii. Jednym z najważniejszych jest spadek albedo, czyli udziału promieniowania słonecznego odbijanego w przestrzeń kosmiczną.
Jasne powierzchnie, takie jak śnieg, lód czy białe dachy, mają wysokie albedo i pomagają utrzymywać niższą temperaturę. Ciemny ocean działa odwrotnie. Pochłania znaczną część padającego światła.
Pomiary satelitarne prowadzone od ponad dwóch dekad wskazują, że planeta staje się mniej refleksyjna. Najwięcej dodatkowego ciepła gromadzą oceany.
Jedną z przyczyn jest mniejsza ilość chłodzących chmur nad morzami. Taki efekt przewidywano w modelach klimatycznych: cieplejsza atmosfera może ograniczać występowanie części niskich chmur, odbijających promienie słoneczne. Im mniej chmur, tym więcej energii dociera do wody, a cieplejsze oceany silniej ogrzewają atmosferę.
Drugi mechanizm jest bardziej paradoksalny. Przez dziesięciolecia spalanie paliw kopalnych powodowało emisję dwutlenku siarki, z którego w atmosferze powstawały drobne cząstki odbijające światło. Aerozole te szkodziły zdrowiu. Jednocześnie działały jak częściowa zasłona przeciwsłoneczna.
Już w 2006 r. chemik atmosfery Paul Crutzen zwracał uwagę na ten dylemat. Ograniczenie zanieczyszczeń siarkowych mogło ocalić setki tysięcy ludzi rocznie, lecz usunięcie ich chłodzącego efektu mogło przyspieszyć wzrost temperatury. Proces ten określa się niekiedy jako odwrócenie „globalnego przyciemnienia”. Powietrze staje się czystsze, ale atmosfera przepuszcza więcej światła słonecznego.
Sprawdź też: Wchodzi do „klatki” wiecznej młodości. Jej eksperyment kosztuje 2,6 mln dolarów
Redukcja emisji nie zatrzyma szybko upałów
Nie oznacza to, że świat powinien tolerować smog. Kraje rozwijające się nie zrezygnują z poprawy jakości powietrza tylko po to, by zachować ich efekt chłodzący. Emisje siarki będą więc nadal spadać. Problem polega na tym, że koncentracja CO2 zależy od sumy emisji gromadzonych przez dziesięciolecia, a nie tylko od ich poziomu w jednym roku.
Cele neutralności klimatycznej pozostają potrzebne, lecz ich skutki pojawiają się wolno. Nawet ambitna polityka jednego państwa ma ograniczony wpływ na globalną temperaturę, jeśli nie towarzyszy jej podobne działanie największych gospodarek. Dlatego obok redukcji CO2 znaczenia nabierają rozwiązania przynoszące szybszy efekt: ograniczanie metanu, wycofywanie fluorowanych gazów cieplarnianych oraz poprawa efektywności klimatyzacji.
Dla Polski oznacza to konieczność prowadzenia dwóch polityk równocześnie. Z jednej strony potrzebne są inwestycje w energetykę niskoemisyjną, termomodernizację i redukcję smogu. Z drugiej – miasta, szpitale, szkoły i zakłady pracy muszą być przygotowane na częstsze fale upałów. Zacienianie ulic, drzewa, chłodne dachy, retencja wody i energooszczędne chłodzenie stają się elementem bezpieczeństwa publicznego.
Najbardziej kontrowersyjną możliwością jest celowe zwiększenie refleksyjności Ziemi. Crutzen sugerował zastąpienie szkodliwych aerozoli siarkowych bezpieczniejszymi cząstkami. Testowano już rozjaśnianie chmur nad Wielką Rafą Koralową, a firmy technologiczne pracują nad aerozolami, które można byłoby wprowadzać do stratosfery. Pomysły te budzą sprzeciw z powodu ryzyka nieprzewidywalnych skutków i pytania, kto miałby decydować o temperaturze planety.
Geoinżynieria nie zastąpi ograniczania emisji. Rosnące tempo ocieplenia sprawia jednak, że ignorowanie tej debaty staje się coraz trudniejsze. Skoro państwa potrafiły wspólnie ograniczyć siarkę w paliwach okrętowych i nieświadomie zmniejszyć chłodzący efekt aerozoli, powinny przynajmniej ustalić zasady rozmowy o technologiach działających w przeciwną stronę. Samo „net zero” może być konieczne, ale niewystarczające.
Czytaj też: Polacy chwalą rodzime palarnie, ale do koszyka wrzucają Jacobs. Badanie odsłania kawową prawdę
