Najbogatsi właściciele nieruchomości coraz rzadziej zadowalają się jedną imponującą willą. Zamiast tego przejmują sąsiednie działki i domy, tworząc prywatne enklawy z własnym zapleczem sportowym, strefami dla gości, ochroną i widokiem, którego nikt nie może im zasłonić.
- Nowym symbolem statusu staje się nie ogrom domu, lecz kontrola nad całym otoczeniem
- W USA wyszukiwania gruntów budowlanych wzrosły o 97% rok do roku
- Sąsiednie nieruchomości bywają kupowane znacznie powyżej wartości rynkowej
- Prywatne kompleksy mają chronić prywatność, majątek, widok i styl życia właścicieli
Jeszcze niedawno szczytem prestiżu była rezydencja o powierzchni kilkudziesięciu tysięcy stóp kwadratowych (tysiące metrów kwadratowych), z basenem, kinem i kilkunastoma sypialniami. Dziś dla najbogatszych to za mało. Liczy się już nie tylko sam budynek, ale także pełna kontrola nad przestrzenią wokół niego. Miliarderzy i multimilionerzy kupują sąsiednie posesje, łączą parcele i tworzą rozległe, prywatne kompleksy.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Trend zyskał nazwę „landmaxxing”, czyli maksymalizowanie posiadanego terenu. Według raportu Coldwell Banker wyszukiwania luksusowych nieruchomości w USA podwoiły się w pierwszych pięciu miesiącach roku w porównaniu z 2025 r. Zainteresowanie gruntami nadającymi się pod zabudowę wzrosło o 97%, a liczba wyszukiwań wysp, rozległych posiadłości i innych nietypowych nieruchomości zwiększyła się ponad dwukrotnie.
Luksus odporny na wysokie stopy procentowe
Zwykły rynek mieszkaniowy pozostaje podatny na wysokie stopy procentowe, niepewność gospodarczą i ograniczoną zdolność kredytową. Segment najdroższych nieruchomości działa jednak według innych zasad. Transakcje są często finansowane gotówką, a o zakupie decydują nie tyle ceny, ile styl życia, bezpieczeństwo i potrzeba lokowania kapitału.
Od stycznia do maja średni wolumen sprzedaży luksusowych domów jednorodzinnych w USA wzrósł o 2,8% rok do roku, natomiast mediana ceny podniosła się o 4,7%, do 1,83 mln dolarów. W tym segmencie zakup sąsiedniej parceli może być jednocześnie inwestycją, ochroną przed inflacją i sposobem na zwiększenie wartości całej posiadłości.

Agenci nieruchomości przyznają, że pierwszymi potencjalnymi kupcami domu są dziś często sąsiedzi. Wiedzą bowiem, że przejęcie graniczącej działki może być jedyną szansą na powiększenie terenu. Dlatego są skłonni zapłacić premię, której nie zaakceptowałby zwykły inwestor. W przypadku szczególnie atrakcyjnych lokalizacji cena przestaje być najważniejszym kryterium.
Wśród najbardziej znanych „landmaxxerów” jest Ken Griffin, który wydał ponad 450 mln dolarów na zbudowanie 27-akrowego kompleksu w Palm Beach. Jeff Bezos przeznaczył ponad 230 mln dolarów na nieruchomości na wyspie Indian Creek w Miami. Z kolei Larry Ellison regularnie skupuje grunty i domy w Malibu, Incline Village oraz na Florydzie.
Czytaj też: „Teraz albo nigdy”. Jak Polacy naprawdę wybierają kredyt hipoteczny [RAPORT]
Nie chodzi już tylko o większy ogród
Najbogatsi nie kupują dodatkowej ziemi wyłącznie po to, by powiększyć trawnik. W Miami oczekują nawet 200–300 stóp dostępu do wody, czego nie da się uzyskać bez połączenia kilku działek. Na kolejnych parcelach powstają korty tenisowe i do padla, siłownie, spa, domy gościnne, mieszkania dla personelu, ogrody, przystanie i strefy rekreacyjne.
Przykładem jest inwestor Ibrahim Al-Rashid, który po zakupie dawnej siedziby klubu w Miami Beach dokupił dwa sąsiednie domy.
Na terenie powstały m.in. dom gościnny, siłownia, spa oraz sztuczny staw. Cały kompleks pochłonął około 45 mln dolarów, a jego właściciel szacuje dziś jego wartość na 100 mln dolarów.
Inni zamożni nabywcy kupują ziemię „defensywnie”. Chodzi o stworzenie bufora między główną rezydencją a sąsiadami, ochronę widoku lub niedopuszczenie do powstania nowego budynku tuż obok. Dace Brown Stubbs po zakupie rancza w Kolorado przejęła kolejne 40 akrów, ponieważ obawiała się, że na sąsiednich polach powstaną duże domy zasłaniające krajobraz.

Takie transakcje pokazują, że luksusem staje się dziś nie tylko własność, ale możliwość decydowania o tym, co powstanie w najbliższym otoczeniu. Im mniej dostępnych gruntów, tym bardziej rośnie wartość połączonych parceli. Kompleks złożony z kilku sąsiadujących działek jest praktycznie niemożliwy do odtworzenia, szczególnie w Miami, Palm Beach, Malibu czy Aspen.
Polski rynek nie zna jeszcze tego zjawiska w amerykańskiej skali, ale podobną logikę widać w najdroższych lokalizacjach pod Warszawą, nad jeziorami i na wybrzeżu. Zamożni nabywcy coraz częściej szukają dużych, odizolowanych terenów albo dokupują sąsiednie działki, by zapewnić sobie prywatność i uniknąć przyszłej zabudowy.
Przy ograniczonej podaży atrakcyjnych gruntów taki „bufor” może stać się ważniejszy niż kolejny luksusowy element samego domu.
Nowy trend nie oznacza więc wyłącznie ostentacyjnej konsumpcji. To także próba przejęcia kontroli nad ryzykiem: hałasem, sąsiadami, widokiem, dostępem do wody oraz przyszłą wartością nieruchomości. W świecie, w którym niemal wszystko można kupić, największym luksusem okazuje się przestrzeń, cisza i pewność, że nic niepożądanego nie pojawi się za płotem.
Sprawdź też: Kredyt hipoteczny zaczyna się od emocji, a kończy na kalkulatorze
