Biznes bez kultu zapracowania. „Wygodni przedsiębiorcy” chcą zarabiać, ale nie za wszelką cenę

W małej firmie kondycja właściciela jest częścią infrastruktury operacyjnej / wygenerowane przez AI W małej firmie kondycja właściciela jest częścią infrastruktury operacyjnej / wygenerowane przez AI
W małej firmie kondycja właściciela jest częścią infrastruktury operacyjnej / Fot. Mat. własne

Przez lata przedsiębiorczość kojarzyła się z pracą po kilkanaście godzin dziennie i agresywnym skalowaniem. Coraz więcej właścicieli małych firm odrzuca ten model. „Cozy entrepreneurship” nie oznacza rezygnacji z ambicji, lecz próbę zbudowania biznesu, który rośnie bez zużywania właściciela szybciej niż ten zdobywa klientów.

  • „Cozy entrepreneurs”, czyli w wolnym tłumaczeniu wygodni przedsiębiorcy, odrzucają założenie, że dobry przedsiębiorca musi stale pracować więcej i szybciej
  • Zamiast maksymalizować przychody za wszelką cenę, projektują firmy wokół czasu, energii i jakości życia
  • Istotne są granice, praca sezonowa i skupienie na działaniach o największym wpływie na wynik
  • Trend może być szczególnie ważny dla mikrofirm i samozatrudnionych, gdzie kondycja właściciela bezpośrednio wpływa na biznes

Przedsiębiorca pracujący do późnej nocy, odpowiadający na wiadomości w weekend i traktujący urlop jak oznakę słabości – taki obraz przez lata był przedstawiany jako naturalny koszt budowania firmy. Problem w tym, że ten model ma granice. W badaniu z 2024 r. serwisu The Hustle, obejmującym 300 przedsiębiorców, 63% deklarowało doświadczenie wypalenia, a 59% mówiło o problemach związanych z lękiem lub depresją.

Na tym tle pojawia się „cozy entrepreneurship”, czyli w wolnym tłumaczeniu „przytulna przedsiębiorczość”. Chodzi o firmę zaprojektowaną tak, aby jej właściciel nie musiał stale zwiększać tempa, liczby klientów, produktów i godzin pracy tylko dlatego, że tak wygląda dominująca definicja sukcesu.

Z korporacji do własnego biznesu – i w tę samą pułapkę

Deya Aliaga, 31-letnia przedsiębiorczyni mieszkająca w Berlinie, zaczęła budować własną działalność jako alternatywę dla kariery korporacyjnej. Po stażu w dużej firmie konsultingowej straciła przekonanie, że chce wspinać się po kolejnych szczeblach organizacji. Wieczorami i w weekendy zaczęła pracować jako freelancerka, przyjmując zlecenia od nagrań głosowych po wsparcie administracyjne.

Podobną drogę przeszła Lorraine Mazwi, która zrezygnowała z kariery menedżerskiej w ochronie zdrowia po wypaleniu i zostaniu samotną matką. Z czasem uruchomiła kanał na YouTube oraz coaching związany z marką osobistą i systemami biznesowymi.

Obie uciekły z tradycyjnego środowiska pracy, ale we własnych firmach odtworzyły część jego najbardziej obciążających mechanizmów. Mazwi pracowała bardzo intensywnie, aż do wypalenia. Aliaga zaczęła optymalizować biznes niemal wyłącznie pod wzrost finansowy. W pewnym momencie miała trudności, żeby rano wstać i rozpocząć pracę.

W małej firmie kondycja właściciela jest częścią infrastruktury operacyjnej. Jeśli spada jego energia, kreatywność i zdolność podejmowania decyzji, szybko pogarsza się również jakość biznesu.

Sprawdź też: Bogactwo coraz dalej. Przeciętny pracownik musiałby oszczędzać przez 52 lata

Firma ma pasować do życia, a nie odwrotnie

Inspiracją dla Aliagi było pojęcie „cozy gaming” – nurtu gier stawiających na spokój i kreatywność. Zaczęła zastanawiać się, jak podobne zasady przenieść do biznesu.

Pierwszą regułą stała się „polityka zero wstydu”, czyli odejście od poczucia winy, że przedsiębiorca zawsze powinien robić więcej. Drugą było świadome wprowadzanie granic: określonych godzin pracy, czasu bez firmy i aktywności rekreacyjnych wpisanych do kalendarza. Aliaga zauważyła, że taki system nie obniżył produktywności. Przeciwnie – praca zaczęła mieć wyraźny początek i koniec.

Trzecia zasada to optymalizowanie przedsiębiorstwa nie tylko pod przychód, ale również pod to, jak właściciel chce czuć się na co dzień. Zamiast pytać: „jak maksymalnie zwiększyć firmę?”, przedsiębiorca pyta: „jaki biznes chcę prowadzić przez następne pięć czy dziesięć lat?”.

Mazwi organizuje pracę sezonowo. Gdy ma dużo energii, wykonuje zadania wymagające myślenia i tworzenia. Przy słabszej formie przechodzi do administracji. Dzieli też rok na bardziej i mniej intensywne kwartały, a w spokojniejszych miesiącach planuje treści i marketing z wyprzedzeniem.

Ute Stephan, profesor przedsiębiorczości w King’s College London, określa taki model jako zrównoważoną przedsiębiorczość. Jej zdaniem autonomia, która przyciąga ludzi do własnego biznesu, jest jednocześnie źródłem ryzyka. Przedsiębiorca nie ma szefa mówiącego mu, że dzień pracy się skończył. Zawsze istnieje kolejny produkt, kampania albo klient. Granice trzeba więc zaprojektować samemu.

Mniej godzin może oznaczać lepszy biznes

Najciekawszą częścią trendu jest zmiana definicji produktywności. Aliaga zauważyła, że długie godziny pracy często oznaczały rozpraszanie uwagi na dziesiątki inicjatyw. Kiedy zaczęła pracować mniej, ale koncentrować się na jednym obszarze o największym znaczeniu, jej biznes potrafił przynosić więcej pieniędzy.

„Cozy entrepreneurship” nie zakłada więc ignorowania wzrostu. Zakłada raczej, że wzrost nie jest jedyną zmienną, którą warto maksymalizować. Liczą się także marża, powtarzalność procesów, jakość klientów i zdolność do generowania wyniku bez dokładania kolejnych godzin pracy.

W Polsce ten trend może mieć szczególne znaczenie. W III kwartale 2025 r. działało blisko 2,88 mln aktywnych przedsiębiorstw, a 95,9% z nich stanowiły mikrofirmy. Według raportu PARP około 1,7 mln osób można było uznać za samozatrudnionych, czyli prowadzących jednoosobową działalność bez pracowników. To grupa, dla której granica między „firmą” a „właścicielem firmy” jest wyjątkowo cienka.

Dla polskiego właściciela jednoosobowej działalności przeciążenie nie jest wyłącznie prywatnym problemem – może oznaczać opóźnione projekty, gorszą sprzedaż i problemy z obsługą klientów. Jednocześnie PARP wskazuje, że w 2025 r. liczba niewypłacalnych przedsiębiorstw wzrosła o około 20% rok do roku. W takich warunkach „cozy” nie oznacza wygody za wszelką cenę, lecz budowanie firmy odporniejszej i mniej zależnej od nieustannego wysiłku właściciela.

To odpowiedź na kulturę biznesową promującą jeden archetyp przedsiębiorcy: założyciela gotowego poświęcić zdrowie, relacje i czas prywatny dla możliwie szybkiego wzrostu. Stephan przekonuje, że przedsiębiorczość może służyć wielu celom – od budowy globalnej firmy po niezależność finansową i większą kontrolę nad własnym czasem.

Aliaga odrzuca sugestię, że „cozy” jest synonimem lenistwa. Nadal chce tworzyć, rozwijać produkty i zarabiać. Różnica polega na sposobie, w jaki zamierza to robić. Sukces nie musi oznaczać biznesu, który rośnie najszybciej. Może oznaczać firmę, którą właściciel po kilku latach nadal chce prowadzić.

Czytaj też: Rynek pracy ich wyczerpał. Coraz więcej ludzi przestaje szukać zatrudnienia

REKLAMA