Cyfrowy sprzedawca, który przekonał Sequoię. Sable zebrał 45 mln dol. na „pracownika” Aiden

Aiden ma łączyć kompetencje sprzedawcy, inżyniera rozwiązań i specjalisty customer success. Mówi w różnych językach / Fot. Mat. prasowe Aiden ma łączyć kompetencje sprzedawcy, inżyniera rozwiązań i specjalisty customer success. Mówi w różnych językach / Fot. Mat. prasowe
Aiden ma łączyć kompetencje sprzedawcy, inżyniera rozwiązań i specjalisty customer success. Mówi w różnych językach / Fot. Mat. prasowe

Sztuczna inteligencja nie musi już czekać w rogu strony internetowej jako irytujące okienko czatu. Startup Sable buduje cyfrowego pracownika, który prowadzi prezentacje produktów, odpowiada na szczegółowe pytania i płynnie zmienia języki. Demo zrobiło takie wrażenie na partnerze Sequoia Capital, że fundusz zdecydował się wejść do rundy wartej 45 mln dol.

  • Sable stworzył Aidena, cyfrowego pracownika prowadzącego prezentacje produktów na żywo
  • Startup pozyskał 45 mln dol. od Sequoia Capital i 8VC
  • Aiden ma łączyć kompetencje sprzedawcy, inżyniera rozwiązań i specjalisty customer success
  • Największym wyzwaniem pozostają zaufanie klientów, ryzyko utraty miejsc pracy i konkurencja dużych platform

Shaun Maguire, partner funduszu Sequoia Capital, wspomina, że przełomowym momentem była prezentacja, podczas której agent AI prowadził rozmowę sprzedażową po angielsku, a następnie bez zakłóceń przeszedł na mandaryński i hiszpański. Inwestor porównał wrażenie do tego, jakie przed laty wywoływał Stripe, upraszczając firmom obsługę płatności.

Sable działa krócej niż rok, ale już pozyskał 45 mln dol. od Sequoia Capital i 8VC. W gronie inwestorów indywidualnych znaleźli się m.in. współzałożyciele HubSpota i szef Cognition. Założyciel startupu Nim Ravid chce, aby jego technologia była odbierana nie jako kolejny bot, lecz jako współpracownik dostępny na żądanie.

Nie czatbot, lecz cyfrowy inżynier sprzedaży

Aiden pojawia się w specjalnym, współdzielonym oknie przypominającym ekran laptopa. Może samodzielnie poruszać się po produkcie, pokazywać funkcje, reagować na zmiany na stronie i włączać się do rozmowy wtedy, gdy pojawia się pytanie. Kupujący nie tylko obserwuje prezentację, ale może również klikać i sprawdzać rozwiązanie razem z agentem.

To zasadnicza różnica wobec klasycznych czatbotów, które zwykle działają według sztywnego scenariusza i szybko tracą orientację przy bardziej złożonych pytaniach.

Sable szkoli swojego agenta na nagraniach najlepszych rozmów sprzedażowych klienta, dokumentacji technicznej oraz materiałach marketingowych. W efekcie powstaje wspólny „mózg”, który może później obsługiwać prezentacje, wdrożenia i ekspansję na kolejne rynki.

Rozwiązanie działa już produkcyjnie u pierwszych klientów, m.in. w Notion oraz startupie Decagon. Sable zakłada, że jeden agent będzie w stanie przejąć zadania wykonywane dziś przez cztery role: specjalistę od pozyskiwania klientów, prowadzącego demo, inżyniera rozwiązań i pracownika odpowiedzialnego za onboarding.

Rynek rośnie, ale firmy nadal pamiętają złe boty

Sable wpisuje się w rozwój tzw. agentowej sztucznej inteligencji, czyli oprogramowania, które nie tylko odpowiada, lecz także wykonuje działania na komputerze. Według danych przytoczonych przez firmę rynek takich rozwiązań ma być w 2026 r. wart około 9–10 mld dol., a do 2031 r. może wzrosnąć nawet do 57 mld dol.

Zmiana jest szersza niż tylko automatyzacja sprzedaży. Coraz więcej firm chce płacić nie za dostęp do narzędzia, lecz za konkretny rezultat: przeprowadzoną prezentację, wdrożonego klienta czy rozwiązany problem. W tym modelu ludzie mieliby zarządzać zespołami cyfrowych współpracowników zamiast wielokrotnie prowadzić te same rozmowy.

Problemem pozostaje zaufanie. Wielu klientów ma za sobą lata kontaktów z niedopracowanymi botami, które nie rozumiały pytań i pogarszały doświadczenie użytkownika. Do tego dochodzą obawy o redukcję zatrudnienia oraz presja ze strony dużych platform rozwijających własnych agentów AI. Przewagą Sable ma być bardziej naturalny, interaktywny kontakt i odtwarzanie sposobu pracy najlepszych pracowników firmy.

W Polsce rozwiązania tego typu mogą szybko zainteresować firmy SaaS, banki, telekomy i dostawców usług B2B, zwłaszcza sprzedających za granicę. Wielojęzyczny agent mógłby obniżyć koszt prezentacji produktu i wdrożeń, ale krajowe firmy będą musiały zadbać o zgodność z RODO, przejrzystość działania oraz jasne wskazanie, kiedy klient rozmawia z AI, a kiedy z człowiekiem.

Czytaj też: Nadciąga „tsunami” AI na rynku pracy. Nobliści ostrzegają: nie jesteśmy gotowi

REKLAMA