Erin Brockovich bierze na celownik centra danych AI. Mieszkańcy mówią jedno: brak przejrzystości

Erin Brockovich bierze na celownik centra danych AI. Mieszkańcy mówią jedno: brak przejrzystości Erin Brockovich bierze na celownik centra danych AI. Mieszkańcy mówią jedno: brak przejrzystości

Centra danych napędzają rozwój sztucznej inteligencji, ale coraz częściej stają się też źródłem lokalnych konfliktów. Erin Brockovich, znana aktywistka konsumencka i środowiskowa, uruchomiła specjalną stronę zbierającą sygnały od mieszkańców zaniepokojonych inwestycjami w infrastrukturę AI. Zgłoszenia pokazują, że problemem nie są wyłącznie hałas, zużycie wody czy rosnące rachunki za prąd. Najczęściej powtarza się jedno słowo: przejrzystość. A konkretnie jej brak.

  • Erin Brockovich uruchomiła stronę BrockovichDataCenter.com, na której mieszkańcy USA zgłaszają obawy dotyczące centrów danych AI
  • Najczęściej powtarzającym się zarzutem nie jest hałas ani zużycie wody, lecz brak transparentności przy planowaniu inwestycji
  • Na mapie serwisu znalazły się już dziesiątki działających, budowanych i planowanych centrów danych oraz tysiące zgłoszeń od społeczności lokalnych
  • Spór o centra danych może stać się ważny także w Polsce, bo rozwój AI oznacza rosnące zapotrzebowanie na energię, chłodzenie, grunty i jasne zasady dialogu z mieszkańcami
Thumbnail
Rozwijaj swoją markę osobistą. Dołącz do programu BGR Expert Network

Sztuczna inteligencja w debacie publicznej najczęściej kojarzy się z aplikacjami, chatbotami, automatyzacją pracy i nowymi usługami cyfrowymi. Rzadziej mówi się o jej fizycznym zapleczu: ogromnych centrach danych, które wymagają dostępu do energii, wody, systemów chłodzenia, sieci przesyłowych i terenów inwestycyjnych. To właśnie ta część rewolucji AI zaczyna budzić coraz większy opór lokalnych społeczności.

Erin Brockovich, aktywistka znana z walki z Pacific Gas & Electric w latach 90., postanowiła zebrać te głosy w jednym miejscu. Uruchomiła stronę BrockovichDataCenter.com i poprosiła mieszkańców, aby zgłaszali swoje obawy dotyczące centrów danych powstających w ich okolicy. Jak sama przyznała, spodziewała się reakcji, ale nie takiej skali odpowiedzi.

Początkowo mapa obejmowała 30 zgłoszeń. Teraz znajdują się na niej 33 działające centra danych, 53 obiekty w budowie i 34 planowane inwestycje. Do tego dochodzi ponad 3600 zgłoszeń od mieszkańców z różnych części Stanów Zjednoczonych. Te liczby pokazują, że temat przestał być niszową lokalną sprawą. Stał się jednym z najważniejszych pytań o koszty infrastruktury sztucznej inteligencji.

Jedno słowo wraca najczęściej: transparentność

Najciekawsze w sprawie nie jest jednak samo to, że mieszkańcy skarżą się na centra danych. Ważniejsze jest to, na co skarżą się najczęściej.

Według Brockovich nie chodzi przede wszystkim o hałas, wodę czy rachunki za energię, choć wszystkie te kwestie pojawiają się w zgłoszeniach. Najczęściej powtarza się zarzut braku przejrzystości.

Mieszkańcy opisują sytuacje, w których czują się pomijani w procesie decyzyjnym. Używają słów takich jak „uciszeni”, „ignorowani” czy „niewysłuchani”. Wskazują na niejasne ustalenia, poufne rozmowy, umowy o zachowaniu tajemnicy i spotkania planistyczne, na których — jak twierdzą — decyzje są już w praktyce podjęte.

To zmienia charakter sporu. Nie jest to wyłącznie konflikt ekologiczny ani technologiczny. To także pytanie o zaufanie do władz lokalnych i inwestorów. Jeżeli centra danych mają przynosić społecznościom korzyści, mieszkańcy chcą wiedzieć, jakie to korzyści, kto je obiecuje, jak będą mierzone i jakie koszty poniesie otoczenie.

Brockovich podkreśla, że nie prowadzi kampanii przeciwko centrom danych jako takim ani przeciwko technologiom, które one obsługują. Jej postulat jest prostszy: społeczności powinny być informowane zanim zapadną decyzje, a nie dopiero po fakcie. Chodzi o ujawnienie wpływu inwestycji na zasoby, zdrowie, środowisko, hałas i lokalną infrastrukturę.

Sprawdź też: Dekarbonizacja transportu staje się nowym źródłem przewagi konkurencyjnej

Wielkie projekty, wielkie napięcia

Centra danych stały się elementem strategicznego wyścigu o dominację w AI. Politycy i liderzy biznesu często przedstawiają ich rozwój jako konieczność gospodarczą, technologiczną, a nawet patriotyczną. Bez tej infrastruktury trudno rozwijać modele sztucznej inteligencji, obsługiwać rosnące zapotrzebowanie na chmurę i budować przewagę cyfrową.

Z perspektywy mieszkańców ta sama inwestycja może jednak wyglądać zupełnie inaczej. Dla nich oznacza pytania o zużycie energii, stabilność lokalnej sieci, dostęp do wody, hałas wentylatorów, wartość nieruchomości i realny wpływ na codzienne życie.

Jeżeli do tego dochodzi poczucie, że proces jest prowadzony za zamkniętymi drzwiami, sprzeciw narasta bardzo szybko.

Symbolem tych napięć stał się projekt centrum danych w stanie Utah, wspierany przez Kevina O’Leary’ego, znanego z programu „Shark Tank”. Inwestycja ma powstać na ogromnym terenie i przy pełnej skali działania zużywać gigantyczne ilości energii. Według relacji przywoływanych w amerykańskich mediach projekt został zaakceptowany mimo głośnego sprzeciwu części mieszkańców.

Takie przypadki pokazują, że centra danych mogą stać się dla AI tym, czym farmy wiatrowe, kopalnie, autostrady czy spalarnie były dla wcześniejszych etapów rozwoju infrastruktury: inwestycjami potrzebnymi z punktu widzenia gospodarki, ale trudnymi do zaakceptowania lokalnie bez rzetelnego dialogu.

Polski kontekst: AI też będzie potrzebować prądu, wody i zaufania

W Polsce temat centrów danych także będzie zyskiwał na znaczeniu. Rozwój usług chmurowych, automatyzacji, cyberbezpieczeństwa i sztucznej inteligencji zwiększa zapotrzebowanie na bezpieczną infrastrukturę obliczeniową. Jednocześnie krajowy system energetyczny przechodzi transformację, firmy liczą koszty prądu, a samorządy coraz ostrożniej podchodzą do dużych inwestycji infrastrukturalnych.

Dla polskich miast i regionów centra danych mogą być szansą na nowe inwestycje, podatki, miejsca pracy i wzmocnienie pozycji w gospodarce cyfrowej. Ale bez jasnej komunikacji mogą też wywoływać obawy: czy lokalna sieć energetyczna to wytrzyma, czy inwestycja będzie korzystać z wody, jaki będzie poziom hałasu, kto zarobi na ulgach i czy mieszkańcy rzeczywiście zostaną wysłuchani.

Dlatego lekcja z amerykańskiej debaty jest ważna także dla Polski. Firmy technologiczne i władze lokalne nie powinny traktować konsultacji jako formalności. Im większe znaczenie AI w gospodarce, tym większa potrzeba przejrzystości wokół jej zaplecza. Sama obietnica innowacji może nie wystarczyć. Społeczności będą oczekiwać konkretów: danych, harmonogramów, ocen wpływu i odpowiedzialności.

Spór, który nagłaśnia Erin Brockovich, pokazuje więc szerszy problem. AI nie rozwija się w próżni. Ma swoje serwerownie, przewody, chłodnie, linie energetyczne i lokalizacje na mapie. Jeśli technologia ma być społecznie akceptowana, jej infrastruktura musi być budowana nie tylko szybko, ale także uczciwie i transparentnie.

Czytaj też: Pułapka AI w firmach. Automatyzacja nie zastąpi ambicji

REKLAMA