Lego wkłada chipy do klocków. Czy inteligentna zabawa nie zabije wyobraźni?

Lego chce odpowiedzieć na dominację ekranów, YouTube’a, Robloxa i Minecrafta / Fot. Mat. prasowe Lego chce odpowiedzieć na dominację ekranów, YouTube’a, Robloxa i Minecrafta / Fot. Mat. prasowe
Lego chce odpowiedzieć na dominację ekranów, YouTube’a, Robloxa i Minecrafta / Fot. Mat. prasowe

Lego chce odpowiedzieć na dominację ekranów, YouTube’a, Robloxa i Minecrafta, ale nie kolejną aplikacją. Duński producent umieszcza procesory, czujniki ruchu, światła i dźwięk bezpośrednio w klockach. Nowa platforma Smart Play ma ożywić tradycyjne zestawy i skłonić dzieci do dłuższej, bardziej angażującej zabawy. Pytanie brzmi jednak, czy technologia wzmacnia kreatywność, czy zaczyna ją wyręczać.

  • Lego uznaje Smart Play za największą zmianę w swoim systemie zabawy od wprowadzenia minifigurek w 1978 r.
  • Inteligentne klocki reagują na ruch, odczytują znaczniki NFC, świecą, wydają dźwięki i komunikują się między sobą
  • Firma chce dzięki nim konkurować o uwagę dzieci z platformami cyfrowymi, nie przenosząc zabawy na ekran
  • Krytycy ostrzegają, że im więcej robi sam klocek, tym mniej przestrzeni pozostaje dziecięcej wyobraźni

Lego wkracza w erę „inteligentnych klocków”. Wprowadzony w marcu system Smart Play łączy klasyczne budowanie z elektroniką znaną z płatności zbliżeniowych, urządzeń mobilnych i inteligentnych zabawek. W centrum rozwiązania znajdują się ładowane klocki z mikroprocesorami, które potrafią rozpoznawać cyfrowe znaczniki umieszczone w innych elementach zestawu. Dzięki temu reagują na ruch, zmianę położenia, kontakt z innym klockiem, a także uruchamiają światła i dopasowane efekty dźwiękowe.

Pierwsze szerzej promowane zestawy powstały na licencji „Gwiezdnych wojen”. X-wing Luke’a Skywalkera i myśliwiec TIE Dartha Vadera mogą imitować odgłosy silników, strzałów oraz kosmicznych starć. Ceny zestawów zawierających inteligentne elementy wynoszą od 70 do 160 dol., a obok nich pojawiają się tańsze produkty zgodne z systemem, wyposażone jedynie w oznakowane cyfrowo części. Kolejnym dużym testem ma być linia Pokémon, która trafi do sklepów w sierpniu. Poszczególne figurki mają wykrywać się nawzajem, rozpoczynać „walki”, świecić i wydawać charakterystyczne odgłosy.

Sprawdź też: Chiny chcą z tym skończyć. Chatbot nie może udawać kochanka

Największa zmiana od czasów minifigurek

Lego przedstawia Smart Play jako przełom porównywalny z debiutem minifigurek w 1978 r. To one otworzyły klocki na odgrywanie ról i pozwoliły dzieciom budować nie tylko obiekty, lecz także całe historie. Teraz firma chce, by podobną funkcję pełniła elektronika: nie zastępowała opowieści, ale dawała impuls do jej rozwijania.

Pomysł wyrósł z kryzysowego momentu w historii spółki. W 2018 r. Lego poinformowało o 8-proc. spadku sprzedaży, pierwszym od ponad dekady, i wcześniej zredukowało zatrudnienie o 1400 osób.

Zespół projektantów ruszył wtedy w podróż po amerykańskim Środkowym Zachodzie, odwiedzając rodziny w okolicach Madison i Minneapolis. Badacze obserwowali, jak dzieci korzystają z zestawów, i wskazali trzy potrzeby: kontakt z innymi, poczucie wpływu na przebieg zabawy oraz element zaskoczenia.

Smart Play ma odpowiadać na wszystkie te oczekiwania. Dziecko powinno czuć się jak reżyser własnej wersji filmu, a reakcje klocków mają uruchamiać kolejne sceny, zachęcać do eksperymentowania i sprawiać, że ten sam zestaw za każdym razem może prowadzić do innej historii. System działa przy tym jako platforma — inteligentne elementy można przenosić między zestawami, a ich funkcje zmieniają się zależnie od użytych tagów i kontekstu zabawy.

Lego nie zaczyna od zera. Już zestawy Super Mario korzystały z interaktywnych elementów, które odtwarzały fragmenty melodii i dźwięki zbieranych monet. Smart Play ma być jednak rozwiązaniem znacznie szerszym, bardziej elastycznym i projektowanym na setki przyszłych produktów.

Technologia pomaga czy wyręcza dziecko?

Największe ryzyko dotyczy tego, co od dekad stanowi siłę Lego: wyobraźni. Gdy statek sam wydaje odgłos silnika, strzału i eksplozji, dziecko nie musi już tworzyć ich głosem. Krytycy zwracają uwagę, że mechanizm nagrody może przesunąć cel zabawy. Zamiast wymyślać historię, dzieci mogą budować i poruszać modele głównie po to, by uruchomić efekt świetlny albo usłyszeć konkretny dźwięk.

Lego porusza się więc po cienkiej granicy. Musi unowocześniać ofertę, ponieważ rywalizuje o czas najmłodszych z grami, filmami i platformami społecznościowymi, ale nie może dopuścić, by elektronika stała się ważniejsza od fizycznego budowania. Smart Play ma sens tylko wtedy, gdy pobudza aktywność dziecka, wspólną zabawę i tworzenie własnych scenariuszy. Jeżeli sprowadzi się do kilku efektownych sygnałów, rodzice mogą nie zaakceptować wyższej ceny.

To szczególnie istotne także w Polsce. Rodzice coraz częściej szukają zabawek, które odciągną dzieci od ekranów, ale jednocześnie nie będą postrzegane jako przestarzałe. Smart Play może więc trafić w konkretną potrzebę: połączyć fizyczne budowanie z technologiczną atrakcyjnością. Barierą pozostanie jednak cena, zwłaszcza że klasyczne zestawy Lego już dziś należą do droższych prezentów, a elektroniczne dodatki mogą jeszcze podnieść próg wejścia. To będzie test, czy dzieci potrzebują cyfrowych bodźców także poza ekranem.

Pierwsze doświadczenia pokazują zresztą, że efekt nowości nie musi trwać długo. Inteligentne statki potrafią wywołać intensywną, wspólną zabawę i efektowne kosmiczne bitwy, lecz po kilkudziesięciu minutach mogą skończyć jako modele stojące na półce. O sukcesie zdecyduje więc nie liczba chipów, lecz to, czy Smart Play zachowa najważniejszą cechę Lego — zdolność do ciągłego wymyślania czegoś nowego z tych samych klocków.

Czytaj też: Esther Perel ostrzega prezesów. AI osłabia relacje i odbiera nam „społeczne mięśnie”

REKLAMA