Eli Lilly, najcenniejsza firma farmaceutyczna świata, nie chce poprzestać na sukcesie leków na otyłość. Koncern zamierza przebudować model branży i rozwijać terapie powstrzymujące choroby przed pojawieniem się objawów. Do tego zamierza budować bezpośrednią relację z pacjentami i upraszczać dostęp do leków na wzór firm technologicznych.
- Eli Lilly jako pierwsza firma farmaceutyczna przekroczyła wycenę 1 bln dol. i jest traktowana przez inwestorów niemal jak technologiczny gigant
- Zepbound stał się motorem wzrostu koncernu, który kontroluje około trzech piątych amerykańskiego rynku leków GLP-1
- Firma chce przesunąć środek ciężkości z leczenia chorób na profilaktykę, m.in. w alzheimerze, zaburzeniach snu i chorobach metabolicznych
- Lilly rozwija sprzedaż internetową, platformę produkcyjną i narzędzia AI, ale studzi oczekiwania wobec sztucznej inteligencji
Kiedy w 1876 r. Eli Lilly założył firmę w Indianapolis, chciał wprowadzić naukowe standardy na rynek pełen cudownych kuracji. Półtora wieku później jego przedsiębiorstwo znów chce zmienić reguły gry — tym razem podejście do zdrowia, pacjenta i sprzedaży.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Firma ma skalę, by podjąć takie ryzyko. Eli Lilly jest pierwszym koncernem farmaceutycznym wycenianym na ponad 1 bln dol., a od początku 2023 r. jego kurs wzrósł ponad trzykrotnie. Analitycy oczekują, że do końca dekady przychody będą rosły średnio o 15% rocznie, ponad trzy razy szybciej niż mediana w branży.
Źródłem euforii są leki GLP-1. Zepbound, preparat Lilly stosowany w leczeniu otyłości, w pierwszym pełnym roku sprzedaży przyniósł 4,9 mld dol. W kolejnym analitycy spodziewają się wyniku nawet czterokrotnie wyższego.
Według Bloomberg Intelligence do 2030 r. firma może przejąć dwie trzecie globalnego rynku terapii otyłości, wartego ponad 120 mld dol. rocznie.
Lek na otyłość jako platforma
Dave Ricks, prezes Eli Lilly, uważa, że jeden przebój to za mało. Firma chce „pokryć całą szachownicę”, oferując preparaty różniące się skutecznością, działaniami niepożądanymi, sposobem podania i wygodą stosowania. To odpowiedź na konkurencję, bo już ponad 120 firm rozwija terapie przeciw otyłości, a w badaniach klinicznych znajduje się co najmniej 190 kandydatów.
Przewagą Lilly ma być nie tylko nauka, lecz także wykonanie. Zepbound wszedł na rynek amerykański ponad dwa lata po preparacie Novo Nordisk, ale szybko go wyprzedził. Ricks wskazuje na większą redukcję masy ciała, mniej skutków ubocznych, niższą cenę i wcześniejsze inwestycje w fabryki. Od 2020 r. Lilly przeznaczyła ponad 50 mld dol. na rozbudowę produkcji, uznając, że zdolność dostarczania wielkich wolumenów będzie równie ważna jak odkrycie leku.
Koncern traktuje GLP-1 nie jako produkt, ale platformę. Do wspólnej podstawy można dodawać kolejne hormony, a te same fabryki i linie produkcyjne wykorzystywać przy wielu terapiach. Jak w świecie technologii: raz zbudowana infrastruktura służy kolejnym produktom.
Jeszcze większą szansą jest rozszerzenie zastosowań GLP-1. Leki te mogą ograniczać ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, bezdechu sennego i przewlekłej choroby nerek. Wstępne dane sugerują też potencjał w leczeniu uzależnień i zaburzeń psychicznych. Dla Lilly najważniejsze pytanie brzmi jednak: czy można podawać je na tyle wcześnie, by nie dopuścić do rozwoju choroby?
Czytaj też: Najtańszy sposób na walkę z depresją w pracy? Mniej kontroli, więcej zaufania
Od leczenia do zapobiegania
Ta ambicja kształtuje portfel badań firmy. Lilly zapłaciła 7,8 mld dol. za Centessa Pharmaceuticals, pracującą nad terapią narkolepsji i regulacją cyklu snu. Testuje także donanemab, lek na chorobę Alzheimera, u osób bez objawów, aby sprawdzić, czy wczesne leczenie może opóźnić lub powstrzymać rozwój schorzenia.
Model profilaktyczny ma jednak bariery. Systemy ochrony zdrowia są zbudowane wokół leczenia istniejących chorób. Koszt terapii pojawia się od razu, ale oszczędności dopiero po latach, co utrudnia ocenę opłacalności. Dochodzi do tego ryzyko nadmiernej diagnostyki i leczenia osób, które być może nigdy by nie zachorowały.
Dlatego Lilly chce być bliżej pacjentów. Platforma LillyDirect ma upraszczać zakup leków, pokazywać cenę i skracać drogę od recepty do terapii. Już ponad połowa nowych pacjentów rozpoczynających leczenie GLP-1 trafia do firmy przez kanały internetowe, w tym jej aptekę online.
W Polsce taki model zderzyłby się z problemem refundacji, kolejek do specjalistów i nierównego dostępu do nowoczesnych terapii. Leki przeciw otyłości są często kupowane prywatnie, a profilaktyka farmakologiczna na dużą skalę wymagałaby zmian w finansowaniu przez NFZ. Sukces Lilly może więc przyspieszyć debatę, czy państwo powinno ponosić wysoki koszt terapii dziś, aby uniknąć znacznie droższego leczenia za kilka lub kilkanaście lat.
Firma uczy się też od sektora technologicznego w obszarze AI. Wspólnie z Nvidią buduje superkomputer do trenowania modeli biomedycznych i udostępnia wybranym spółkom modele stworzone na własnych danych. Ricks studzi jednak entuzjazm: obecne systemy nie rozumieją biologii na tyle, by samodzielnie odkrywać przełomowe leki. W krótszym terminie AI ma ograniczać papierologię i upraszczać ochronę zdrowia.
Lilly chce działać z szybkością i orientacją na klienta znaną z big techu, ale bez przejmowania jego najgorszych praktyk. Stawką jest odpowiedź na pytanie, czy farmacja może zarabiać na utrzymywaniu ludzi w zdrowiu, zanim staną się pacjentami.
Sprawdź też: Disney zarabia miliardy… na morzu. Pływające parki rozrywki to sukces
