Pracownicy już mniej udają, że znają AI. Pojawił się groźniejszy problem

Dziewięciu na dziesięciu badanych czuje się pewnie podczas korzystania z AI. Ale jest pewien problem / Fot. Shutterstock Dziewięciu na dziesięciu badanych czuje się pewnie podczas korzystania z AI. Ale jest pewien problem / Fot. Shutterstock
Dziewięciu na dziesięciu badanych czuje się pewnie podczas korzystania z AI. Ale jest pewien problem / Fot. Shutterstock

Sztuczna inteligencja staje się codziennym narzędziem pracy. To dobra wiadomość, ale nowe badanie WalkMe pokazuje swojego rodzaju paradoks. Pracownicy rzadziej zawyżają swoje kompetencje, za to coraz częściej są przekonani, że radzą sobie z AI lepiej, niż pokazują efekty.

  • Odsetek osób przyznających, że udawały znajomość AI podczas spotkania, spadł z 45,2 proc. w 2025 r. do 28,3 proc. w 2026 r.
  • Aż 90 proc. badanych deklaruje pewność w korzystaniu z AI, choć tylko 24,6 proc. mówi, że działa ono dobrze za pierwszym razem
  • Połowa respondentów przyznaje, że wykonanie zadania z AI zajęło im kiedyś więcej czasu niż zrobienie go samodzielnie
  • Gen Z jest najbardziej pewnym siebie pokoleniem, ale też najczęściej przyznaje, że przeceniało swoje umiejętności

Trzecia edycja AI at Work Pulse Survey, przygotowana przez WalkMe i Propeller Insights na próbie 2037 pracujących Amerykanów, przynosi pozornie optymistyczne wyniki. Rok temu 45,2 proc. badanych przyznawało, że zdarzyło im się udawać znajomość AI podczas spotkania. W 2026 r. wskaźnik spadł do 28,3 proc.

Spadł też odsetek osób przypisujących sobie autorstwo pracy wygenerowanej przez AI — z 48,7 do 32,5 proc. WalkMe wskazuje jednak, że ludzie po prostu oswoili się z technologią.

Problem w tym, że liczby nie potwierdzają samooceny. Dziewięciu na dziesięciu badanych czuje się pewnie podczas korzystania z AI, lecz tylko 24,6 proc. twierdzi, że narzędzie daje właściwy rezultat za pierwszym podejściem. Połowa przyznaje też, że praca z AI zajęła jej kiedyś więcej czasu niż wykonanie zadania ręcznie.

Gdzie te miliony oszczędności?

Dan Adika, współzałożyciel i CEO WalkMe, zwraca uwagę na rozdźwięk między odczuwaną produktywnością a rachunkiem wyników. Jeśli firma zatrudniająca 50 tys. osób oszczędzałaby dzięki AI choć godzinę tygodniowo na pracownika, dawałoby to około 200 tys. godzin miesięcznie. Taki efekt powinien być widoczny w kosztach.

Tymczasem w wielu organizacjach trudno znaleźć odpowiadające temu milionowe oszczędności. Pracownicy czują, że działają szybciej, ale firmy nie potrafią powiązać używania AI z konkretnym wpływem na produktywność czy koszty.

Niepewność dotyczy też zarządzających. 53,6 proc. pracowników miało wrażenie, że lider promujący strategię AI sam nie rozumiał jej w wystarczającym stopniu.

Sprawdź też: Prezes Siemensa nie pozwala, by jego skrzynka miała więcej niż 100 e-maili. Ulubione odpowiedzi mają jedno słowo

Pracownik buduje „mózg firmy” i oddaje wiedzę

Zdaniem Adiki ważne jest też to, co dzieje się z wiedzą pracowników. Firmy próbują budować „mózg organizacji” – wspólną pamięć, z której agenci AI mogą czerpać procedury, doświadczenia i sposób podejmowania decyzji najlepszych osób w zespole.

Dla przedsiębiorstwa to atrakcyjna wizja. Dla pracownika pojawia się jednak pytanie: jeśli bardzo dokładnie nauczy system wykonywać własne zadania, czy nie zmniejszy znaczenia swojej roli?

Adika podaje prosty scenariusz. Zespół dziesięciu osób wykonujący powtarzalne zadania może po automatyzacji skurczyć się do kilku osób podejmujących decyzje i kontrolujących wynik AI. Firmy potrzebują więc wiedzy ludzi, by stworzyć użyteczne systemy, ale pracownicy mogą obawiać się redukcji etatów.

Największe ryzyko dotyczy stanowisk juniorskich. Adika liczy jednak, że większa produktywność posłuży do tworzenia większej liczby produktów, a nie wyłącznie do cięcia zatrudnienia.

Szkolenie nie wystarczy. AI musi działać w procesie

Standardową odpowiedzią firm na problemy z AI jest kolejne szkolenie. Według szefa WalkMe może to nie wystarczyć, zwłaszcza gdy pracownicy już są przekonani o swoich wysokich kompetencjach. Ważniejsze może być osadzenie wskazówek bezpośrednio w aplikacjach i lepsza integracja AI z codziennymi narzędziami.

33,7 proc. respondentów wskazało potrzebę lepszego połączenia AI z używanymi aplikacjami, a 30,2 proc. – instrukcji i wsparcia dostępnych bezpośrednio w tych narzędziach. Samodzielne kursy znalazły się niżej.

Wdrożenia często rozbijają się o uprawnienia i bezpieczeństwo. Bot może świetnie działać podczas prezentacji, ale w firmie nie każdy ma dostęp do danych płacowych, finansowych czy kadrowych. Jednolity asystent zamienia się wtedy w zestaw osobnych rozwiązań, logowań i ograniczeń.

Polskie firmy są na podobnym etapie dojrzewania do AI. Po okresie eksperymentów z chatbotami coraz ważniejsze stają się dostęp do danych, ochrona informacji, integracja z ERP i CRM oraz odpowiedzialność za wynik modelu. Sama deklaracja „używamy AI” już nie wystarcza – liczy się, czy technologia skraca procesy, obniża koszty albo zwiększa sprzedaż.

Najbardziej wymowny przykład dotyczy pokoleń. Gen Z deklaruje najwyższą pewność w używaniu AI – 94,1 proc. Jednocześnie 45 proc. tej grupy przyznaje, że zawyżało swoje umiejętności. U 31 proc. doprowadziło to do problemu w pracy, np. błędu, opóźnienia, złej decyzji lub utraty zaufania. Wśród baby boomers podobne skutki zgłaszało 7 proc.

Wniosek dla firm? Największym wyzwaniem nie musi być już opór przed AI. Coraz większym problemem może być przekonanie, że wpisanie promptu i uzyskanie dobrej odpowiedzi oznacza opanowanie technologii. Prawdziwa dojrzałość zaczyna się wtedy, gdy organizacja potrafi mierzyć jakość, czas, koszty i biznesowy efekt użycia AI.

Czytaj też: Biurko stojące nie rozwiązuje problemu siedzenia. Najważniejsze jest coś innego

REKLAMA