Amazon uruchamia powietrzny ekspres. Dron ma dostarczyć zakupy w pół godziny

Dron dostawczy Amazon Prime Air na wystawie w 2023 r. / Fot. Jason Redmond, AFP Dron dostawczy Amazon Prime Air na wystawie w 2023 r. / Fot. Jason Redmond, AFP
Dron dostawczy Amazon Prime Air na wystawie w 2023 r. / Fot. Jason Redmond, AFP

Amazon zamierza do końca 2026 r. rozszerzyć Prime Air na niemal 500 amerykańskich miast i miejscowości. To sześciokrotny wzrost zasięgu usługi i jeden z największych testów tego, czy drony mogą stać się elementem masowej logistyki, a nie tylko technologiczną ciekawostką. Taka będzie przyszłość?

  • Prime Air ma docierać do klientów nawet w 30 minut od złożenia zamówienia
  • Amazon chce zwiększyć zasięg dostaw dronami z 11 lokalizacji do niemal 500 miast i miejscowości
  • Największymi barierami pozostają koszty, przepisy, hałas, prywatność i pogoda
  • O rynek walczą także Walmart, DoorDash, Uber, Wing i Zipline

Prime Air ma wkrótce pojawić się m.in. w aglomeracjach Chicago, Atlanty, Cleveland, Syracuse w stanie Nowy Jork oraz Boise w Idaho. Usługa pozwala zamawiać wybrane produkty – od artykułów spożywczych i elektroniki po leki oraz produkty gospodarstwa domowego – z dostawą realizowaną w zaledwie kilkadziesiąt minut.

Amazon podaje, że tylko w tym roku drony dostarczyły już setki tysięcy paczek. Do końca 2026 r. firma chce być obecna w niemal 500 miastach i miejscowościach. Według oficjalnego komunikatu oznacza to około sześciokrotne zwiększenie obecnego zasięgu Prime Air i dostęp do usługi dla dziesiątek milionów klientów.

Amazon próbuje zrobić z dostawy dronem coś podobnego do dostawy tego samego dnia. Czyli najpierw atrakcyjny dodatek, a później standard, którego klienci zaczynają oczekiwać od największych platform e-commerce.

Najcenniejsza jest nie odległość, ale czas

Drony nie mają zastąpić całej sieci samochodów dostawczych. Ich przewaga pojawia się przede wszystkim tam, gdzie klient chce niewielkiego produktu natychmiast. Lek przeciwbólowy, ładowarka, mleko, pieluchy czy drobny element elektroniczny mogą być zamówieniami, przy których półgodzinna dostawa ma dużą wartość.

To dlatego rozwój Prime Air wpisuje się w szerszą walkę o skrócenie czasu pomiędzy kliknięciem „kup” a pojawieniem się produktu pod drzwiami. Dla Amazona jest to również sposób na zwiększanie atrakcyjności abonamentu Prime oraz częstotliwości zakupów.

Firma nie jest przy tym sama. Walmart rozwija dostawy dronami wspólnie z należącym do Alphabetu Wing, DoorDash buduje własne rozwiązania oraz infrastrukturę, a Uber ogłosił współpracę z Zipline. Rynek zaczyna więc przypominać wyścig o to, kto pierwszy stworzy skalowalny model powietrznej „ostatniej mili”.

Sprawdź też: Stripe kupuje „bramę” do AI. Transakcja za miliardy pokazuje, gdzie może kryć się największa wartość

Technologia działa. Ekonomia wciąż jest trudniejsza

Największym problemem pozostaje opłacalność. Sam fakt, że dron potrafi autonomicznie pokonać trasę i dostarczyć paczkę, nie oznacza jeszcze, że jest tańszy od samochodu, roweru czy skutera. Trzeba uwzględnić koszt urządzenia, infrastruktury, obsługi, serwisu, oprogramowania i zabezpieczeń.

To szczególnie istotne w gęsto zabudowanych miastach. Tradycyjny kurier może przewozić jednocześnie dziesiątki paczek i dostarczyć je na jednej trasie. Dron najczęściej realizuje pojedyncze zlecenie i ma ograniczoną ładowność. Jego przewagą jest szybkość, ale ekonomia zależy od liczby lotów, odległości i poziomu automatyzacji.

Amazon liczy, że większa skala pozwoli jednostkową cenę stopniowo obniżać. Jeśli jednak drony mają wejść do masowej logistyki, muszą być nie tylko szybkie, ale też wystarczająco tanie, niezawodne i dostępne przez dużą część roku.

Hałas, prywatność i pogoda hamują ekspansję

Drugą grupą problemów są regulacje i akceptacja społeczna. Mieszkańcy części miejsc, w których testowano dostawy dronami, skarżyli się przede wszystkim na hałas. Dochodzą do tego pytania o kamery, prywatność, bezpieczeństwo lotów nad zabudową oraz odpowiedzialność w razie awarii. Lokalne zgody pozostają istotnym elementem ekspansji Prime Air, nawet jeśli Amazon ma już szerokie uprawnienia federalne do prowadzenia operacji.

Wyzwaniem pozostaje również pogoda. Silny wiatr, opady czy burze mogą ograniczać możliwość wykonania lotu, podczas gdy samochód nadal może ruszyć w trasę. Firmy projektują więc cichsze maszyny i inne sposoby przekazywania przesyłek. Zipline stosuje system, w którym dron pozostaje wyżej, a paczka opuszczana jest na linie.

Amazon rozwija z kolei autonomiczne systemy wykrywania i omijania przeszkód. Im większa będzie skala usługi, tym więcej uwagi regulatorów i mieszkańców przyciągnie jednak każdy incydent.

Czy drony dostarczą paczki także w Polsce?

W Polsce dostawy dronami na skalę podobną do planów Amazona nie wydają się bliskie, ale technologicznie są możliwe. Najważniejsze pozostają przepisy unijne dotyczące lotów poza zasięgiem wzroku operatora, czyli BVLOS. EASA zalicza takie operacje do kategorii „specific”, w której – poza określonymi scenariuszami – potrzebne jest zezwolenie właściwego organu i ocena ryzyka.

Polski e-commerce ma dodatkowo wysoko ustawioną poprzeczkę. Klienci są przyzwyczajeni do szybkich kurierów i gęstej sieci automatów paczkowych. Dron musiałby więc zaoferować coś więcej niż samą nowość – przede wszystkim bardzo szybką dostawę lekkich i pilnych przesyłek.

Ekspansja Amazona pokaże, czy taka przewaga wystarczy. Jeśli Prime Air rzeczywiście przejdzie z kilkunastu lokalnych punktów do setek miast, dostawy dronami przestaną być eksperymentem na obrzeżach e-commerce. Staną się kolejnym polem walki o minuty, koszty i wygodę klienta.

Czytaj też: Firma to nie rodzina. Były szef Netfliksa przekonał się o tym, gdy zwolnił jedną trzecią załogi

REKLAMA