Przez lata sztuczna inteligencja ogólna była przedstawiana jako odległy punkt na technologicznej mapie. Dziś coraz więcej osób z branży twierdzi, że granica właśnie się zaciera. Nie dlatego, że maszyny „myślą jak człowiek”, ale dlatego, że potrafią dobierać narzędzia, obsługiwać komputer i doprowadzać złożone zadania od pomysłu do efektu.
- OpenAI sugeruje, że GPT-6 Astra może być później uznawany za symboliczny początek ery AGI
- Główną zmianą jest zdolność modeli do samodzielnego korzystania z narzędzi i aplikacji
- Według części przedsiębiorców ograniczeniem staje się dziś nie tyle możliwości modeli, ile ambicja organizacji w ich wdrażaniu
- Dla biznesu ważniejsze od pytania „czy AGI już istnieje?” staje się to, ile pracy wykonywanej na komputerze może przejąć AI
Problem z ogłoszeniem początku ery sztucznej inteligencji ogólnej polega na tym, że nie istnieje jedna, powszechnie zaakceptowana definicja AGI. Dla jednych to system dorównujący człowiekowi w wielu zadaniach, dla innych – technologia zdolna wykonywać większość ekonomicznie wartościowej pracy.
Zapisz się na newsletter BGR. Otrzymuj najlepsze informacje i porady, a także zaproszenia na eventy.
Klikając „Zapisz mnie”, potwierdzasz, że przeczytałeś i zgadzasz się z naszą Polityką prywatności.
Inwestor Vinod Khosla proponował prostą miarę. AGI pojawia się wtedy, gdy AI może wykonać 80 proc. pracy składającej się na 80 proc. wartościowych ekonomicznie zawodów. Do takiego poziomu nadal może być daleko. Ważniejsze jest jednak to, że systemy AI przestają być wyłącznie narzędziami odpowiadającymi na pytania.
Prezes OpenAI Greg Brockman zwraca uwagę, że AGI może okazać się pojęciem „szarym” i nieostrym. Być może nie będzie jednego dnia, w którym świat zgodnie stwierdzi, że właśnie powstała AGI. Granica może zostać przekroczona stopniowo, wraz z modelami przejmującymi kolejne zadania specjalistów.
W tym sensie GPT-6 Astra ma być ważny nie tylko ze względu na jakość odpowiedzi. Znacznie ciekawsze jest połączenie rozumowania z kontrolą nad komputerem i narzędziami. Użytkownik może przedstawić cel, a model sam zdecydować, jakie aplikacje, zasoby i kroki będą potrzebne.
Sprawdź też: Okulary za 2195 dol. mają uratować wizję twórcy Snapchata
Od odpowiedzi do samodzielnego działania
Weteran branży technologicznej Bill Nguyen uważa, że przełom rozpoczął się wcześniej. Według niego ważny etap nastąpił wraz z modelami, które nauczyły się korzystać z narzędzi, a następnie samodzielnie wyszukiwać zasoby potrzebne do wykonania zadania. To ma odróżniać nową generację AI od klasycznych asystentów.
Dotychczas użytkownik musiał w dużej mierze zarządzać pracą modelu, czyli znaleźć dane, otworzyć program, przygotować plik i podać instrukcje. Agentowe systemy przesuwają ten ciężar. Człowiek może coraz częściej zdefiniować rezultat, a AI planuje drogę do jego osiągnięcia.
To również źródło obaw. Jeżeli model otrzymuje dostęp do aplikacji, plików, przeglądarki i firmowego kontekstu, staje się czymś więcej niż generatorem treści. Zaczyna działać jak cyfrowy wykonawca, który może podejmować wiele drobnych decyzji bez każdorazowego udziału użytkownika.
Nguyen uważa, że w części zastosowań ograniczeniem przestaje być technologia, a staje się nim gotowość organizacji do jej wdrażania. Jeszcze niedawno firmy pytały, czy modele potrafią dobrze pisać, analizować dokumenty albo programować. Teraz pytanie brzmi, ile całych procesów można im powierzyć.
Zmienia się także sposób komunikowania z AI. Nguyen rozwija Olive, projekt oparty na głosie. Wpisując polecenie do pola tekstowego, człowiek redukuje część intencji i kontekstu. Głos i intonacja mogą dostarczać modelowi informacji, których zwykły prompt nie zawiera.
Dla firm ważniejsze od definicji będzie wdrożenie
Z perspektywy przedsiębiorstw spór o to, czy GPT-6 Astra, Fable 5.1 lub inny model formalnie spełnia definicję AGI, może mieć drugorzędne znaczenie. Jeśli system potrafi analizować problem, znaleźć dane, uruchomić narzędzia i przygotować rezultat, zmienia ekonomię procesów bez względu na etykietę.
Najbardziej oczywistą konsekwencją będzie przesuwanie automatyzacji z pojedynczych zadań na całe ciągi pracy. AI nie tylko napisze wiadomość do klienta, ale może wcześniej sprawdzić jego historię i status zamówienia, przygotować odpowiedź oraz uzupełnić CRM. W finansach może zebrać dane i stworzyć raport, a w IT przejrzeć kod, znaleźć błąd, zaproponować poprawkę i ją przetestować.
Polskie firmy powinny patrzeć na tę zmianę pragmatycznie. W wielu organizacjach AI nadal jest głównie narzędziem do pisania, researchu, analizy dokumentów czy prezentacji. Era agentów oznacza jednak przejście do automatyzacji procesów end-to-end. To wymaga uporządkowanych danych, jasnych uprawnień, cyberbezpieczeństwa i odpowiedzialności za decyzje systemu. Bez tego nawet najlepszy model nie stanie się rzeczywistą przewagą konkurencyjną.
Zmiana dotknie również menedżerów. Jeżeli część pracy koordynacyjnej, raportowej i administracyjnej wykonają agenci, firmy zaczną na nowo definiować rolę kierowników. Większego znaczenia nabiorą projektowanie procesów, ocena rezultatów i umiejętność delegowania pracy nie tylko ludziom, lecz także systemom AI.
Być może za kilka lat nie będziemy potrafili wskazać konkretnego dnia narodzin AGI. Możemy jednak uznać obecny okres za moment, w którym AI przestała być przede wszystkim rozmówcą, a zaczęła stawać się wykonawcą. Dla biznesu ta różnica może okazać się ważniejsza niż definicyjne spory.
Czytaj też: Nvidia DGX Spark. Własne centrum AI na biurku trafia do Polski
